APELACJA
Rozprawa apelacyjna (rozprawa w drugiej instancji) odbyła się w czwartek, 22 kwietnia 2004 roku o godzinie 10.30 w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, ul. Nowe Ogrody 30, czyli w tym samym miejscu gdzie zapadł wyrok w pierwszej instancji.

Przed salą w ciasnym korzytarzu kłębił się spory tłumek dziennikarzy i obserwatorów. Tym razem licznie stawili się przedstawiciele Antyklerykalnej Partii Postępu RACJA. Jakkolwiek ani Dorota Nieznalska nie tworzy z niechęci do kościoła i idei chrześcijańskich, ani też członkowie partii Racja nie interesują się szczególnie sztuką współczesną. Popierają oni Dorotę Nieznalską widząc w jej sprawie wspólnotę celów - walkę z wpływem kościoła rzymskiego na kulturę w Polsce, bo niewątpliwie ten proces i ogólna nagonka na sztukę współczesną są wynikiem oddziaływania kościoła. Także skutkiem tego oddziaływania są naciski cenzorskie we wszelkich postaciach (wszak formalnie cenzury nie mamy) i generalne ograniczenie wolności w Naszym Kraju. Partia Racja nie jest typową partią władzy - stawia sobie konkretne cele kulturowe, a nie dąży do zdobycia władzy dla samej władzy. I tu jej działalność ma coś wspólnego z działalnością artystów - ci także stawiają sobie cele kulturowe. Taki jest (powinien być) sens uprawiania sztuki i polityki.

Członkowie partii Racja w czasie procesu zachowywali się spokojnie, ale po rozprawie, przed wejściem do budynku sądu zorganizowali demonstrację przeciw cenzurze sztuki w Polsce pod hasłem "Cenzura zabija sztukę". Zwróćmy uwagę, że nie była to demonstracja poparcie dla Doroty Nieznalskiej, ale dla większej sprawy którą ona tylko reprezentuje. Spór nie jest tu personalizowany, to nie spór artystki z kościołem, czy LPR, ale spór o idee, czyli spór kulturowy. I miejmy nadzieję na tym poziomie uda się go utrzymać, gdyż wtedy wszystkie nieprzyjemności jakie musi znosić Dorota zaczynają mieć większy sens.


Główny inicjator oskarżenia, poseł Strąk, mocno spóźnił się na rozprawę. Stawił się natomiast jego kolega, Radny miasta Gdańsk, Sielatycki, wtedy szef lokalnej bojówki Młodzieży Wszechpolskiej, inicjator najścia na Galerię Wyspa i zachęty do przemocy wobec artystki. Innych obrażonych jakoś sprawa przestała interesować. Być może uznali, że sprawa jest załatwiona po ich myśli i sąd w drugiej instancji podtrzyma wyrok.

   
I tu spotkał ich zawód. Rozprawa rozpoczęła się od zrekapitulowania przez sędziego tego, co dotychczas w tej sprawie zostało powiedziane. Następnie obrońca, mecenas Cieślak, podobnie podsumował argumenty obrony przemawiające za wnioskiem obrony o skierowanie sprawy do powtórnego rozpatrzenia. Najpierw podkreślił rozmaitość języków którymi mówimy - inny jest język prawniczy, inny artystyczny. Można by tu także powiedzieć o rozmaitych dyskursach. Trzeba sporo wysiłku by te języki (dyskursy) wzajemnie zrozumieć, by między nimi negocjować. Po co? By zrozumieć, dojść prawdy... Takiego wysiłku nie uczynił sąd w pierwszej instancji: nie dokonano rekonstrukcji instalacji. To ważny argument - wszak mówimy tu o uczuciach, a nie formie czy strukturze dzieła, a jak na uczucia dzieło sztuki może wpływać, np. obrażać, pośrednio, poprzez informację w telewizji czy prasie? Sąd uznał że może, co wydaje się z punktu widzenia praktyki historyka sztuki absurdem. Ponadto, krzyż, jaki by on nie był, w instalacji Pasja jest nazywany uparcie "przedmiotem kultu", "przedmiotem czci". Tymczasem zobaczenie tego krzyża musi u każdego, zwłaszcza katolika, nasunąć szczere wątpliwości czy to co widzi przed sobą ma coś wspólnego ze znanymi mu "przedmiotami kultu" i "przedmiotami czci" (zwłaszcza w sytuacji gdy ma to zeznać w sądzie pod przysięgą). I to nie z powodu obrazka genitaliów, ale poprzez swoją całościową formę i sposób ekspozycji w całości aranżacji. Dorota Nieznalska zrobiła tu sporo zabiegów formalno-plastycznych by nie gubiąc ogólnego, kulturowego sensu krzyża, zarazem nie narzucać bezpośredniego skojarzenia z "przedmiotami kultu i czci" (w inym wypadku zapewne łatwiej byłoby skorzystać z gotowych wyrobów dewocjonaliów). Inne argumenty sprowadzają się do tego, że sąd uznał iż nie potrzebuje wiedzy fachowej z zakresu sztuki współczesnej. Zrezygnował więc z zapoznania się z językiem jakim mówi jedna ze stron sporu. Tym samym odmówił zrozumienia dla jej racji. Nie powołano biegłych z zakresu sztuki współczesnej, historyków i krytyków sztuki. Sąd uznał, że coś takiego jak kontratyp sztuki nie istnieje i nie ma tu czego rozważać, co jest nieprawdą - taki kontratyp jest dyskutowany w prawie i sąd mógł, a nawet powinien, zając w tej kwestii stanowisko, właśnie dlatego, że ma przed sobą rozstrzygnięcie precedensowe, które jest (mogłoby być) ważnym głosem w tej dyskusji. Sąd także nie odniósł się do zeznań świadków obrony znających się na sztuce. Uznał, że argumenty "od strony sztuki" nie są istotne, choć przecież rozstrzygał w kwestiach dotyczących sztuki, czyli w jakichś sposób ją interpretował! Różne języki - to różna świadomość. Prokurator, a za nim sąd, twierdząc, że artystka działała w zamiarze bezpośrednim, czyli że chciała obrazić uczucia katolików, przypisali artystce fałszywą świadomość, nie biorąc pod uwagę świadomości środowiska artystycznego, owego specjalnego języka (dyskursu) sztuki, na którego rozumienie sąd pierwszej instancji nie chciał się wysilać.

Oskarżyciel, przedstawiciel urzędu prokuratorskiego, zgodził się z argumentacją obrony i również zwrócił się o przekazanie sprawy do powtórnego rozpatrzenia. To był zaskakujący zwrot akcji. Strąk był wściekły. Zapowiedział złożenie skargi na działalność urzędu prokuratorskiego. Swoją decyzją urząd prokuratorski udowodnił, że nie jest od spełniania zapotrzebowań politycznych LPR.
Oskarżyciel posiłkowy, policjant Pączek ze Słupska, w swoim megalomańskim wystąpieniu dowodził, że nie ma potrzeby rekonstrukcji instalacji, jak i w ogóle zajmowania się sztuką. Natomiast, jak najbardziej, sąd powinien zajmować się jego urażonymi uczuciami.

Po zgodnych wnioskach obrony i oskarżenia o odesłanie sprawy do ponownego rozpatrzenia wydaje się, że najbardziej logiczną decyzją sądu powino być przychylenie się do tych wniosków. Wszak skoro oskarżyciel widzi potrzebę przemyślenia sprawy... Ale sąd ma dalej trzy możliwości - może wyrok podtrzymać, uniewinnić, bądź zwrócić do prokuratury. Mecenas Cieślak, obrońca, powiedział że wszystko jest możliwe, dodając zarazem, że Sędzia Sądu Okręgowego Lech Krasnodębski, przewodniczący składu rozpatrującego apelację (wraz z SO Tomasz Panasiuk, SR Joanna Szulc-Kozik), to bardzo dobry sędzia.
I to jest podstawa do optymizmu na przyszłość. Miejmy póki co nadzieję, że sędzia podejmie wysiłek przemyślenia aspektów tej sprawy, czego nie uczynił sędzia poprzedniej instancji, a która tak na prawdę jest częścią wielowarstwowej, wielopoziomowej debaty kulturowej w której także sądowi przyszło zabrać głos.

Wydanie swojego wyroku sędzia Lech Krasnodębski zapowiedział na czwartek, 29 kwietnia.



Po rozprawie odbyła się debata zorganizowana w Modelarni (na terenie d.Stoczni Gdańskiej) przez Fundację Wyspa Progress i AICA Komisję d/s Wolności Wypowiedzi Artystycznej.

godz. 15.00 Debata na temat swobody wypowiedzi artystycznej w świetle obowiązującego prawa i możliwych inicjatyw ustawodawczych.
godz. 18.00 Otwarcie wystawy Doroty Nieznalskiej.
godz. 19.00 Projekcja pracy wideo "196 KK." (cz.3) Grzegorza Klamana oraz innych materiałów filmowych związanych ze sprawą.

Debatę należy uznać za sukces. Niezwykłe było już to, że spotkały się w tej debacie rozmaite środowiska. Zazwyczaj artyści debatowali we własnym kręgu sami ze sobą. Sprawa Doroty Nieznalskiej okazuje się być sama w sobie siłą kulturotwórczą. W dyskusji uczestniczyli prawnicy (m.in. medenas Cieślak, obrońca Doroty), działacze i sympatycy partii Racja. Zmobilizowało sie także środowisko artystyczne - przyjechali zgodnie Dorota Monkiewicz, która moderowała dyskusję razem z Anetą Szyłak, Dorota Jarecka, Agnieszka Morawińska i Hanna Wróblewska (Zachęta), Monika Szewczyk, Marek Wasilewski (Czas Kultury), Wojtek Kozłowski, Małgorzata Winter niedawno wyrzucona z Muzeum w Bydgoszczy za sprzyjanie sztuce współczesnej, był też Andrzej Urbański który robił relację wideo. Pojawili się też liczniej niż zwykle przedstawiciele środowiska Gdańska, historycy sztuki, artyści i profesorowie ASP, na codzień stający wobec siebie w mniejszej i większej opozycji. Najwyraźniej sprawa Doroty Nieznalskiej zbliża ludzi...


Prawnicy napominali artystów by pamiętali o odbiorcy nie mającym nic wspólnego ze sztuką, środowiskiem. Artyści starali się udowodnić pewną wyjątkowość swojej pracy i sytuacji społecznej. Nie codzi jednak o poczucie wyższości czy nieuprawnione domaganie się specjalnych praw, traktowania. Chodzi o to, by sformułować specyfikę pracy artystycznej i statusu artysty w społeczeństwie i przełożyć to na porządek prawny, konstytucyjny, demokratycznego państwa. Widać to było zwłaszcza pod koniec dyskusji, gdy Aneta Szyłak domagała się do dyskutantów jakiejś konkluzji, chciała by zakończyć to spotkanie jakimś konkretem, np. propozycją jakigoś zapisu prawnego, czy choćby wyrażeniem poparcie dla proponowanych zmian art. 196 KK (zobacz propozycje Towarzystwa Humanistycznego publikowane obok). Wtedy zaczęły się próby definiowania pojęć którymi się posługujemy. Ale osiągnięcie konkretu było tu niemożliwe. Głównie, myślę, dlatego, że była to pierwsza debata tego typu. Tymczasem konkluzywne debaty można prowadzić gdy poglądy uczestników są ogólnie znane, wypowiedziane wielokrotnie, a także przez nich samych dopracowane intelektualnie. Tu wszyscy chcieli się przede wszystkim wypowiedzieć, dać zaistnieć swoim poglądom. Problemem jest to, że zbyt mało debatujemy. Może i jest to zbytecznie bicie piany, ale taka jest natura debaty i ludzkiego myślenia - dryf, krążenie, chaos. Tego potrzebujemy - dać żyć naszemu intelektowi i dać mu się wyżyć. To musi wybrzmieć, by z tego stanu przejść do konkluzji. Róbmy więc debat jak najwięcej i jak najczęściej, bez ciśnienia, że ma z każdej z nich wyniknąć epokowo ważne stwierdzenie. A wtedy na pewno coś wyniknie.

Wystawa Doroty Nieznalskiej - była kolażem elemntów instalacji znanych wcześniej, jak "Oto ciało moje" z której fotografia została użyta także w projekcie plakatu tegorocznej Manify (oprócz tego praca składa się z wielkiego szpikulca-rożna flankowanego dwoma fotografiami wiszącej głową w dół nagiej artystki, jedna z tyłu, druga z przodu, ta z powiększonymi pikselami twarzy tak, że jest ona nierozpoznawalna). Były także dwa pejcze: z włosów artystki i z ostrych kolców drutu kolczastego, oraz, kolejny obiekt-assamblaż: maski trochę jak do rytuału S/M, trochę jak wojskowe, tyle, że nie można było przez nie oddychać, gdyż rura dostarczająca tlen do maski była w nich zaślepiona. Ten zestaw obiektów nosił tytuł "Implantacja perwersji". Wszystkie składające się na instalację przedmioty, a także całość aranżacji, odwołują się do znanych wcześniej z jej prac motywów przemocy z podtekstem seksualnym, sprawowania władzy nad ciałem, jak mówi Foucault - jego b/lokowania przez władzę. Częścią instalacji był też film wideo. Składały się na niego dokumentacja z procesu, moment odczytania wyroku. Film zaczynał napis "W imieniu III Rrzeczpospolitej Polskiej", a kończył, po wydaniu wyroku, "Idźcie w pokoju ofiara spełniona...".





Do aspektu przemocy, tu także o politycznym podłożu, odwoływał się film "196 KK" nakręcony przez Grzegorza Klamana wspólnie z Dorotą Nieznalską. Ciasny kadr ukazuje artystkę, podczas gdy głos zza kadru wypowiada teksty jej adwersarzy, bojówkarzy Młodzierzy Wszechpolskiej i LPR ściągnięte z internetu, teksty chamskie, brutalne i seksistowskie, nawiązujące do przemocy, także z podtekstem seksualnym. Co jakiś czas wypowiedzi są punktowane uderzeniem w policzek anonimowej ręki zjawiającej się zza kadru.


Są to ważne prace, bo są częścią tej samej debaty którą próbowaliśmy międzyśrodowiskowo prowadzić w Modelarni. I tak jak debata, wymiana poglądów, tak i te prace i obrazy wideo są głosem w tej debacie. Ale do tego by mogły one zaistnieć, by mogła zaistnieć debata, przestrzeń publiczna musi być przestrzenią wolną a nie zawłaszczoną przemocą przez LPR i im podobnych. A nie uwolnimy jej inaczej niż przez debaty i wystawy.
Modelarnia w kolebce Solidarności - czy znów tu zaczyna się następna rewolucja? Jest się czego bać....



  <   <   <