Adam Kalbarczyk

Czy sztuka może obrazić?

Na tak postawione pytanie udzielić można dwu sprzecznych odpowiedzi. Tak, bo są symbole i rzeczy dla ludzi święte, czyli obdarzone w uznaniu tych ludzi wartościami nadzwyczajnymi. Użycie tych symboli i rzeczy w kontekście powszechnie uważanym za obraźliwy, może kogoś dotknąć lub zranić. Poprzez obrażenie najważniejszych dla niego wartości, lekceważy się jego samego, a więc w istocie obraża się konkretnego człowieka.

Nie, bo sztuka nie odnosi się bezpośrednio do rzeczywistości, bo w sztuce wszystko jest umowne - cała jej treść stoi w wielkim cudzysłowie. Z dziełem sztuki ponadto jest tak, że w swej ostatecznej postaci jest ono tworem wspólnym artysty i odbiorcy. Dzieło w sobie jest czymś niepełnym, niedopowiedzianym, schematycznym. To, co odbiorca dodaje i uzupełnia w akcie jego odbioru, jest w pełni subiektywne i tylko on (odbiorca) za to odpowiada. Wypowiedź artystyczna nie jest wypowiedzią informacyjną i stąd m.in. jej wieloznaczność. Dlatego dzieło sztuki podlega innym prawom. Nie jest to dowód na szczególne uprzywilejowanie artysty, ale konsekwencja faktu, iż artysta nie stanowi realnego podmiotu artystycznej wypowiedzi. Jest on jedynie jej twórcą (czasem jedynie współtwórcą), a nie tym, kto "mówi" w dziele. Świat sztuki zaś, choćby był łudząco do naszego podobny, nie jest światem rzeczywistym. Uznawanie artysty za tego, kto "mówi" w dziele sztuki, jest dowodem ignorancji. To tak, jakby Goethego sądzić za satanizm, ponieważ diabeł w Fauście bywa ludziom przyjazny. Podobnie religijni szafarze wyroku śmierci na S. Rushdiego za jego Szatańskie wersety z racji niemożności ukarania fikcyjnego narratora i opowiadanego przezeń świata (włącznie ze wszystkimi bohaterami) w zastępstwie proponują zabić tego, kto te postaci i ten świat zmyślił. Nigdy zresztą go w pełni sam nie zmyślił i trzeba by konsekwentnie szukać wszystkich współwinnych - autorów książek, których się twórca naczytał, jego rozmówców itd.

Ze sztuką jest trochę tak, jak z dowcipami - mogą być niesmaczne, a nawet obraźliwe, ale nikt przy zdrowych zmysłach za opowiedzenie kawału u cioci na imieninach się nie obraża. A jeśli się obraża, to nie odróżnia tego, co się mówi serio, a co nie. Serio - w tym sensie, czy się mówi w cudzysłowie, czy bez niego. Wiadomo jednak, że nie każdy to rozumie i niektórzy mimo wszystko się obrażają. Dotyczy to (w jeszcze większym stopniu) odróżniania sztuki od wypowiedzi dosłownej. Do sfery obyczajów należy, czy można w danym towarzystwie określony dowcip powiedzieć, a do rozstrzygnięcia przez własne poczucie smaku - czy go w ogóle wygłosić. Ze sztuką jest jednak nieco inaczej - obyczajowe normy i powszechnie obowiązujące poczucie smaku niektórych artystów prowokują do niezgody i przekraczania tego, co zakazane, ale więcej w sumie z tego ludzkość ma korzyści niż szkód. Na prowokację najlepszą reakcją jest zaś nie reagować.

Czy ten, kto tego nie rozumie, ma mimo wszystko prawo do obrony swych świętości przed wypowiedzią artystyczną? Problem polega na tym, że niektórym wytworom współczesnych artystów odmawia się cech sztuki, uznając je np. za rodzaj wypowiedzi publicystycznej. Tego zdaje się dotyczyć przypadek Nieznalskiej. Jej oskarżyciele wydają się wiedzieć (może się mylę?), iż to, co należy do sfery znaczeń artystycznych, nie odnosi się wprost (dosłownie) do rzeczywistości. Oskarżyciele ci budują jednak swe oskarżenia prawdopodobnie na uznaniu, że dzieło Nieznalskiej nie jest przedmiotem estetycznym. Pierwsze rozstrzygnięcie, którego musi dokonać sąd w tej sprawie, dotyczy zatem tego, czy inkryminowany przedmiot ma charakter artystyczny, tzn. czy jest dziełem sztuki, bez względu na to, czy dziełem udanym czy też nie. Stwierdzenie gdańskiego sądu, że "nie zna się na sztuce" jest w tym przypadku zdumiewające. Jeśli się nie zna - niech zleci ekspertyzę.

Nie miejsce tu na to, by się rozpisywać, co jest dziełem sztuki. Właściwie lepiej mówić - utworem artystycznym, bo dzieło kojarzy się z czymś wartościowym, gdy tymczasem nie wszystkie utwory są równie, a bywa wręcz, że nie są - wartościowe. Nie chcę też powiedzieć, że sprawa jest bezdyskusyjna, bo różne stanowiska w estetyce w różny sposób zakreślają krąg utworów artystycznych. Nie na tyle jednak różnie, by nie dało się dla potrzeb rozstrzygnięć sądowych stwierdzić, czy określony przedmiot takim utworem jest, czy też nie.

W przypadku dzieła Nieznalskiej można sobie wyobrazić, jakie zarzuty paść mogą (lub mogły - nie znam tych, które zostały realnie postawione) w celu udowodnienia, że nie jest to dzieło sztuki. Po pierwsze więc z pewnością pojawiła się sprawa samej profanacji (wcale nieoczywistej zresztą). Po drugie zarzucano na pewno artystce użycie elementów i technik nieznanych sztuce tradycyjnej, a znanych mediom, użyciom popularnym i codziennym (włączenie taśmy magnetowidowej w obręb dzieła). Po trzecie wreszcie na pewno przedmiotem oskarżeń było użycie elementów nieliczących się z obowiązującą obyczajowością (zdjęcie genitaliów). Czwarty argument (wypowiadany nawet przez ludzi obeznanych ze sztuką) dotyczy rzekomej publicystyczności sensów tego utworu. W skrócie można by te argumenty wypowiedzieć w sposób następujący: dzieło Nieznalskiej jest bluźniercze, nieobyczajne i aktualnie satyryczne, a ponadto nie stosuje środków uznanych tradycyjnie za obowiązujące w sztuce, za to korzysta z elementów używanych w innego typu przekazach, ergo sztuką nie jest.

Dwa pierwsze zarzuty jako argumenty przeciw artystyczności utworu Nieznalskiej na pierwszy rzut oka nie opierają się żadnej krytyce, trzeci sprawia jedynie pozory zarzutu uzasadnionego, a czwarty jest nieprawdziwy. Współczesna sztuka korzysta z bardzo różnych środków oraz bardzo różnych stylistyk i raczej ze znalezieniem kontrprzykładów byłby tu większy problem niż z dowiedzeniem tej tezy poprzez wskazanie na inne wytwory artystyczne doby postmodernizmu. Można sobie bez trudu wyobrazić sztukę religijną z udziałem fragmentu filmu odtwarzanego z monitora telewizyjnego. Także muzyka religijna w stylistyce popularnej (np. rockowej) jest uznawana nadal za muzykę, bo przecież nie chodzi o poziom ujawnionych w dziele wartości artystycznych dla rozsądzenia, czy dany przedmiot jest, czy nie jest utworem artystycznym. Wyizolowany zarzut publicystyczności nie może być w ogóle zarzutem przeciw sztuce, która często wypowiada się na tematy aktualne. Argument ten jest dodatkowo w przypadku dzieła Nieznalskiej nietrafny, bo akurat utwór ten (wypowiadam się jedynie na podstawie jego opisów) zdaje się mieć wymowę uniwersalną, nawet jeśli interpretować go tylko jako satyrę na pewien styl życia. Utwór Nieznalskiej jest zaś z pewnością przedmiotem estetycznym - dziełem sztuki - ze względu na swą estetyczną funkcję, umowność i niedosłowność wypowiedzi oraz formę niezwiązaną z jakimkolwiek pragmatycznym przeznaczeniem. Przyjmijmy jednak nawet, że utwór Nieznalskiej budzi jakieś wątpliwości w zakresie przynależności do sfery dzieł artystycznych. Sama sprawa ochrony uczuć religijnych miałaby z pewnością w tym przypadku uzasadnioną podstawę. Wprawdzie nie ma na świecie takiej rzeczy czy symbolu, który by wszyscy uznawali za święty i nie ma także żadnego dowodu, że transcendenty byt, który za każdą z tych świętości miałby stać, rzeczywiście istnieje, ale emocjonalna wrażliwość na drugiego człowieka podpowiadałaby jednak, iż, jeśli ktoś uznaje coś za święte, ma prawo do obrony tej świętości. Można oczywiście dziwić się - z perspektywy czysto racjonalnej - przyjmowaniu czegokolwiek za święte, ale nie można nie uznawać ludzkiego przeżywania świętości. Z różnych perspektyw kulturowych dziwne wydają się również różne przedmioty uznawane za święte, co chyba najlepiej wyraża utrwalony w polskiej kulturze idiom "świętej krowy". Może nas dziwić, a nawet śmieszyć, że ktoś krowę może uznać za świętą, ale nie zmienia to prawa ludzi do przeżywania jej świętości. Jeżeli to prawo uznajemy i przyjmujemy, że krzywdzi innego ten, kto obraża to, co on uznaje za święte, uzasadniona staje się norma prawna i stojąca za nią sankcja zabraniająca obrażania ludzkich uczuć religijnych.

W przypadku Nieznalskiej, gdyby jej utwór uznać za wypowiedź dosłowną (np. publicystyczną), a nie artystyczną, sąd musiałby rozstrzygnąć, czy skarżący miał podstawy poczuć się obrażony. Można tego dokonać jedynie w oparciu o analizę znaczenia inkryminowanego utworu w kontekście stawianych zarzutów, a nie o skojarzenia, wrażenia czy odczucia sądu. Zarzuty dotyczą zaś tego, że Nieznalska obraziła symbol krzyża - najważniejszy symbol chrześcijaństwa. Kluczowa byłaby zatem w tym świetle kwestia zestawienia genitaliów z krzyżem w kontekście tytułu "Pasja". Do rozstrzygnięcia są tu dwie sprawy - ogólna: czy wolno zestawiać krzyż w sensie religijnym z czymkolwiek, co wykracza poza ten sens, a jeśli tak: czy to użycie, którego dokonała Nieznalska, jest obraźliwe dla chrześcijan. Z fragmentów orzeczenia prezentowanego w mediach, można było odnieść wrażenie, że sąd zajmował się sprawą zupełnie inną, za to całkowicie oczywistą, tzn. tym, czy Nieznalska użyła w swym dziele tego krzyża, który ma sens religijny.

Jeśli uznać, że symboli religijnych można użyć nie tylko dla celów religijnych, to pozostaje zapytać, czy zestawienie krzyża z genitaliami w kontekście kategorii męki ludzkiej jest obraźliwe. Otóż to rozstrzygnąć można. Genitalia mają wprawdzie symboliczne sensy obraźliwe, ale w tym dziele, o ile mi wiadomo, zostały tych sensów pozbawione i występowały w swej dosłowności jako przedmiot męki właśnie. Po św. Tomaszu także chrześcijaństwo całą cielesność człowieka traktuje jako wartościową a odrzucenie sfery erotycznej (czy genitalnej) jest przecież uznawane jako przejaw heretyckiego manicheizmu. Nie ulega zaś wątpliwości, że i wskazana przez Nieznalską część ciała może cierpieć dotkliwie, co może i szokująco, ale wyraziście artystka w swym dziele wyraziła.

Czy gdyby przedmiotem cierpienia była w tym dziele np. ludzka głowa, ktokolwiek zwróciłby uwagę na utwór Nieznalskiej? Jeśli nie - to okazywałoby się, że nie każde użycie symbolu religijnego w kontekście pozareligijnym jest obraźliwe dla czyichś uczuć religijnych. Zatem i jako publicystka Nieznalska jest niewinna obrazy uczuć religijnych, bo uznanie genitaliów jako czegoś obraźliwego w kontekście, w którym ich użyła, jest nieuprawnione. Chyba, że kogoś w ogóle wyeksponowanie tej części ciała gorszy, ale jest to już kwestia czysto obyczajowa, a nie etyczna i prawna. Można najwyżej wtedy zarzucić Nieznalskiej, że stworzyła wypowiedź nieobyczajną, ale za to się do więzienia nie wsadza (choć niektórzy może by chcieli). Jedną z zasług sztuki (i w ogóle ludzkiej twórczości, także np. naukowej) jest to, że przełamuje ona schematy - także obyczajowe - co sprawia, że wciąż przed ludzkością otwierają się nowe perspektywy. W tym przypadku - aktem jednak pewnej odwagi było podjęcie przez artystkę tematu cierpienia w sferze obyczajowego tabu, ale przecież istnienie tabu nie pomniejsza ludzkich cierpień, a jedynie sprawia, że niektóre z nich się ukrywa. Wydaje się, że Nieznalska wystąpiła ostatecznie w obronie człowieka, w najlepiej rozumianym sensie humanizmu.

W świetle tego rozstrzygnięcia na postawione w tytule pytanie można odpowiedzieć jeszcze inaczej. Udane, poruszające dzieło sztuki nie może nikogo obrazić. Mało tego - w takim dziele właśnie ujawniają się nadzwyczajne wartości, niezwykle bliskie świętości, jeśli ktoś istnienie przejawów świętości w tym świecie uznaje. I jeśli wierzy w transcendencję, to właśnie dzieła sztuki, które potrafią wywrzeć na nas wrażenie, można uznawać za wyraz (a nawet dowód istnienia) Boga.

Współcześnie zakres pojęcia wartość estetyczna uległ poważnej zmianie, choć nie oznacza on wcale wartości, które by miały się ujawniać w każdym przedmiocie, który stworzył artysta. Dyplom wydziału artystycznego również nie zapewnia wartości wytworom ich posiadaczom. Nie jest to jednak już synonim pojęcia piękno, które w sposób bezproblemowy nie da się zastosować jako określenie sztuki właściwie już od czasów romantyzmu i jego prekursorów, choć dla laików najbardziej oczywiste wydaje się to dla zjawisk sztuki nieprzedstawiającej wieku XX, poczynając od kubizmu, kończąc na anty-sztuce. Wartość estetyczna - analogicznie do piękna - ujawnia się w związku z wartościami poznawczymi i etycznymi. Od czasów modernizmu nadzwyczajne wartości sztuki ujawniają się zaś także w takich artystycznych wytworach, które korzystają z najzwyczajniejszych rzeczy, czasem nawet z rzeczy uważanych powszechnie za brzydkie (niewartościowe estetycznie) a nawet wulgarne i niskie kulturowo. Podsumowując - jeśli ktoś czuje się obrażony przez utwór Nieznalskiej, to nie potrafi odróżnić sztuki od innych wypowiedzi, nie rozumie podstawowych sensów zawartych w utworze Nieznalskiej, a ponadto genitalia kojarzą mu się tylko z wulgaryzmami. Te trzy warunki są wystarczające, by również tenże obrażony nie był w stanie dostrzec w dziele Nieznalskiej artystycznych wartości, a jeśli ich nie dostrzeże, nie odnajdzie w tym utworze ani humanistycznego przesłania, ani próby zapisu fragmentarycznej wprawdzie (zgodnie z duchem postmodernizmu), ale realnej prawdy o ludzkim cierpieniu. A nic tak bardzo jak zbliżanie do tej prawdy nie zbliża nas zarazem - jeśli kto w transcendencję wierzy - do rzeczywistości transcendentnej właśnie.

Adam Kalbarczyk - adiunkt w Instytucie Filologii Polskiej UMCS w Lublinie, zajmuje się m.in. aksjologią, w tym estetyką.



< < < do strony głównej < < <