Władysław Kaźmierczak






Żarty się skończyły.

Wyrok skazujący dla Doroty Nieznalskiej zakończył etap iluzji wolności w polskiej sztuce. Tej wolności już nie ma. Nikt tego zdania nie zrozumie, jeśli nie był na odczytaniu sentencji wyroku w procesie Doroty. Nikt nie zrozumie tego, że polski wymiar sprawiedliwości nie kieruje się bezstronnością i może myśleć podobnie jak ludzie z jakiegoś ugrupowania politycznego.

Łukasz Guzek zarzucił nam wszystkim, że dołożyliśmy zbyt mało starań, by wywalczyć wolność wypowiedzi w swoim kraju. Zarzut jest słuszny, ale mało konkretny. Przypadek Nieznalskiej jest jednym z wielu. Sejm wprowadzając do kodeksu "obrazę uczuć religijnych" nie przewidział, że ten paragraf może być wyśmienitym narzędziem w robieniu kariery politycznej.

Mnie najbardziej intryguje pytanie, dlaczego wymiar sprawiedliwości okazał się być aż tak bardzo prokatolicki i dlaczego w ogóle nie ukrywał swojej nienawiści do artystki i środowiska? Odniosłem wrażenie, że sędzia był delegatem LPR w procesie. Jakie zagrożenie społeczne niesie Nieznalska, by ją skazywać? Dlaczego prokurator nie odrzucił wniosku, tylko go mętnie uzasadniał? Po co ten cyrk?

Czy artyści, krytycy sztuki, dziennikarze prasowi, radiowi i telewizyjni wyczuli, zorientowali się, że możliwe jest do pomyślenia istnienie ultrakonserwatywnej warstwy społecznej w Polsce, która może w końcu być niebezpieczną społecznością atakującą na oślep wszystko, co jest odmienne od wizerunku gipsowej Matki Boskiej i plastikowego Chrystusa?

Oczywiście, że nie. Cały układ sztuki posługuje się myśleniem magicznym. Wszyscy - artyści, dziennikarze i krytycy - zachowujemy się tak, jakbyśmy żyli we Francji, Niemczech, Ameryce albo Skandynawii a nie w Polsce. Robimy podobną sztukę i rozmawiamy podobnym językiem. Ja słucham radia Maryja i oglądam telewizję Trwam. Nie po to, by się pośmiać z groteskowych, amatorskich scen, przerazić się antysemityzmem, ale po to, by zrozumieć ludzi, z którymi nie mamy w ogóle kontaktu. Ja wyczuwam co to znaczy dla tych ludzi pojęcie: obrońca krzyża. Od czasu do czasu spotykamy manifestacje w obronie krzyża lub innych świętości. Pamiętamy ostre walki pod obozem oświęcimskim. Czytając wypowiedzi anonimowych internautów na temat wyroku Nieznalskiej dopiero dowiadujemy się, gdzie my żyjemy. Widzimy lawinę chamstwa i nienawiści do artystów i sztuki współczesnej. Jesteśmy najbardziej prześladowaną, najbardziej niechcianą niepolityczną warstwą społeczną w Polsce tuż obok gejów i chorych na AIDS. To, że w ogóle istnieją w Polsce galerie sztuki to zasługa poprzedniego ustroju. Demokratyczna Polska nie ma już zaufania do artystów ani nie ma żadnego interesu, by ich skorumpować (dać przywileje), by siedzieli cicho. Nie ma już urzędu cenzorskiego, ale są lepsi od cenzorów przeróżni aktywiści, sądy, mało precyzyjna konstytucja i bardzo katolicki kodeks karny.

Polska scena polityczna, ta lewicowa, umiarkowana i liberalna milczy na temat wyroku. Boi się stracić punkty w społeczeństwie agresywnym i konserwatywnym. Nie liczmy więc, że zdarzy się cud i że politycy nam pomogą. Nie, nie pomogą. Konserwatywnych polityków można spotkać w każdym ugrupowaniu. Nawet w Platformie Obywatelskiej, która udaje, że jest partią liberalną. Wielu polityków z Platformy w swych poglądach na sztukę nie różni się od poglądów ojca dyrektora. Nie chcę przez to odległe porównanie powiedzieć, że wśród polskich polityków spotykamy wyłącznie nietolerancję, unikanie dyskusji o sztuce i prostackie opinie. Linia podziału przebiega nieregularnie. Tak dokładnie to nie wiemy, kto jest przyjacielem sztuki i artystów a kto jest ich wrogiem. Jaki stąd wniosek? Nie liczmy na precyzyjne zapisy w konstytucji i kodeksie karnym w ciągu następnych 10 lat. 18 lipca 2003 wszystko stało się jasne. Prawo jakie mamy, prawo do wolności wypowiedzi to prawo pozorne. Jedno co możemy zrobić, to złożyć protest do Trybunału Konstytucyjnego i zwrócić uwagę na niemożliwość korzystania ze swobód zapewnionych w Konstytucji. Powinni to zrobić Klaman i Nieznalska mając w ręku decyzję o zamknięciu galerii i wyrok Tomasza Zielińskiego.

Do przyjaciół krytyków.

Zaraz po wydaniu wyroku spotkała nas największa klęska polskiej krytyki po roku 1989. Jest nią kompromitacja pojęcia "sztuka krytyczna". Sztuka krytyczna nie rozpoznała największego zagrożenia jakie spadło na całe środowisko artystyczne - słaby, konserwatywny, zdezorientowany wymiar sprawiedliwości, który ma prawo do ograniczania wolność wypowiedzi w Polsce. Dzisiaj "sztukę krytyczną" można by nazwać "niby krytyczną", albo "trochę krytyczną", lub "krytyczną z błędem". Nieznalska krytykowała panów, którzy jej się nie podobają. Problem, powiedzmy sobie otwarcie, żaden. Gdybyśmy wrócili do innych realizacji innych "artystów krytycznych", to ich doniosłość, ważność w kontekście zabrania nam wolności twórczej jest też żadna. Artyści włączeni w nurt sztuki krytycznej w prywatnych rozmowach prezentują znacznie ciekawsze poglądy niż na wystawach. Odnoszę wrażenie, że stosują od dawna ostrą autocenzurę. Mogliby powiedzieć więcej niż mówią, bo świat wokół nas jest bardziej ponury niż jego odbicie na wystawach. Ale się boją, lub boją się galerie, by ich pomysły wystawić. Widzimy, że na polskiej sztuce dokonano sprytnego, lingwistycznego zabiegu: dodano określenie "krytyczna" by móc epatować ważnością wyselekcjonowanych dzieł nie bacząc na ich rzeczywistą wartość krytyczną.

Bo w takim razie jak nazwać kłopoty innych dzieł nie zaliczonych do tej programowej sekty, jak nazwać zamykanie galerii i wyrzucanie kuratorów z pracy? Powiem banał: każde interesujące dzieło sztuki zawiera w sobie potencjalny aspekt krytyczny. Zrobiony na chybcika przez krytykę podział na sztukę krytyczną i nie-krytyczną dzisiaj może przynieść jeszcze inną przykrą niespodziankę: osamotnienie tzw. krytyków i artystów krytycznych, ponieważ określenie to zawiera w sobie także element represji, pychy oraz aspekt unieważnienia sztuki innych artystów. Nie liczmy więc na masowe poparcie środowiska nawet w sytuacji wyrządzenia Dorocie oczywistej krzywdy. Ogłaszamy więc upadek pojęcia sztuki krytycznej ze względu na brak wolności w Polsce, pokrętną selekcję dzieł i oczywistą arogancję wobec twórczości innych artystów.

Spójrzmy na oskarżycieli a nie na ofiarę.

Pomimo, iż mieszkam w Słupsku, skąd pochodzi poseł Robert Strąk, to w ogóle nie znam tego człowieka. Ktoś mówił mi, że nikt go nie lubił na podwórku i go wszyscy lali. Ktoś mi mówił, że wiele razy pił z nim piwo, ale teraz już nie. Że ma ojca pułkownika (z komuny). Przez moment był kandydatem na prezydenta miasta, ale o kilka procent przegrał. Jest prawnikiem i starym kawalerem. Zawsze chodzi w towarzystwie starszych pań i młodych chłopców. Pierwszy sukces LPR w Słupsku to .......zdjęcie plakatu teatru STU ze spektaklu "EXODUS", plakatu, który wisiał w teatrze Rondo prawie 25 lat. Na plakacie był czerwony krzyż a na nim odwrócony tyłem, nagi akt. Były też inne usiłowania: zaniechanie projekcji filmu Artura Żmijewskiego o kompanii honorowej czy zdjęcie obrazu Firka przedstawiającego Polkę - prostytutkę. LPR nam się przygląda. Rozmawiam z nimi, ale mijamy się w locie. Zamiast argumentów otrzymuję jakieś druki, takie podobne do tych, które rozdają Świadkowie Jehowy.

Dobrze by było gdybyśmy sprawdzili, kto to jest sędzia Tomasz Zieliński, czy ma szansę zostać ministrem sprawiedliwości, kiedy do władzy dojdzie LPR, jacy ludzie byli ławnikami, kim oni są. Kim jest wreszcie pani prokurator. Jak się nazywa i jak zrobiła karierę. No i nie zapominajmy o Annie Urbańczyk, od której to wszystko się zaczęło. Musimy o tym pisać i musimy znać wszystkie szczegóły. To wszystko jest ważne dla polskiej historii........sztuki.

źródło: hysterics.art.pl


< < < do strony głównej < < <