Komentarz do uzasadnienia:
Łukasz Guzek

W opisie "stanu faktycznego", czyli opisie instalacji "Pasja", brak jednak pewnego elementu: opisu sytuacji przestrzennej, a rozwiązanie przestrzenne jest przecież podstawą budowania formy instalacyjnej i sposobem konstruowania jej przekazu. Krzyż na łańcuchu, z fotografią genitaliów, był zawieszony w przestrzeni, na tle ekranu z projekcją obrazu twarzy ćwiczącego na siłowni mężczyzny. To rozwiązanie przestrzenne powoduje powstanie relacji między tymi elementami. Wtedy jasny i wyraźny staje się przekaz treściowy tej pracy. Wielki metalowy krzyż jest niejako zawieszony na szyji mężczyzny ćwiczącego. Sąd, jeżeli chciał zrozumieć to dzieło sztuki, powinien wziąć pod uwagę także relację przestrzenną tej instalacji. Pojawia się tu problem który będzie wracał wielokrotnie: sąd rozstrzygając w sprawie gdzie przedmiotem sporu jest dzieło sztuki musi wysilić się na jego zrozumienie, bo inaczej nie wie o czym rozstrzyga. Rozumiem, że to rola niewygodna dla sądu, ale są specjaliści do których można zwrócić się o wyjaśnienia. Podobnie zresztą sąd postępuje w innych sprawach, powołując ekspertów. Dlaczego nie zrobił tego w tej sprawie? W tej sprawie sąd nawet nie ustalił prawidłowo faktów. Jest to tym ważniejsze iż, rzeczywiście, wszystko zależało od wykładni, czyli interpretacji, a ta zależy od uzyskania świadomości w materii sztuki. Sąd chcąc zinterpretować przepisy musi zinterpretować dzieło sztuki. Więcej, niewłaściwa interpretacja dzieła sztuki, powoduje błędną interpretację przepisów.

Moim zdaniem jest dużo wątpliwości czy krzyż z instalacji "Pasja" jest przedmiotem kultu religijnego. Przede wszystkim taki przedmiot powinien być poświęcony lub w inny sposób potwierdzony przez autorytet religijny. Wtedy zostaje ustanowione pewne połączenie między przedmiotem a rzeczywistością spirytualną. Religia zawsze jest zagrożona "Złotym cielcem", czyli tym, że kult dla przedmiotu zastąpi kult Boga którego natura jest duchowa i kościół pilnuje by tak się nie stało. Wszystko co przy tej okazji powiedziano na temat kultu krzyża, plus potwierdzenie tego przez sąd w imieniu Państwa, zaczyna zatrącać herezją "Złotego cielca". Tu również nikt nie zasięgnął opinii specjalisty od prawa kanonicznego. Niesłusznie też sąd tak mało uwagi przywiązywał do rozmaitej symboliki krzyża. Nawet w Polsce, krzyż z instalacji "Pasja" nie musi kojarzyć się z krzyżem Chrystusowym i artystka nadając mu taką a nie inną formę zadbała by tak nie było. W rzeczywistości często spotykamy się formą i znakiem krzyża w kontekście nie-religijnym. Natomiast zawsze posługuje się nim w celu wywołania ciągu skojarzeń o których wiadomo iż muszą pojawić się wśród osób ukształtowanych w kręgu cywilizacji Chrześcijańskiej. W sztuce, np. Joseph Beuys często używał formy i znaku krzyża by oznaczyć sztukę jako pomoc dla świata, ludzi, samemu sobie, a także by oznaczyć istotę, centrum. Używał w tym celu symboliki krzyża greckiego, gdyż jest ona tradycyjnie bardziej abstrakcyjna. Używała go także artystka. Krzyż rzymski bierze swoją formę od starożytnego narzędzia tortur i upamiętnia egzekucję Jezusa. To, że sąd uznał, iż sposób użycia krzyża w pracy Doroty Nieznalskiej oznacza jego znieważenie, świadczy o zawłaszczeniu uniwersalnych symboli kulturowych i cywilizacyjnych przez religijną grupę wyznaniową Chrześcijan, co swoim wyrokiem potwierdza sąd. Tu dochodzimy do kwestii drugiej. Jak sąd zauważył, żyjemy w obszarze cywilizacji Chrześcijańskiej, czyli cywilizacji Zachodniej. Pojęcie "cywilizacji Chrześcijańskiej" jest znacznie szersze niż społeczność wierzących Chrześcijan obrządku rzymskiego i obejmuje wszystkich żyjących na tym obszarze, także ludzi religijnie obojętnych, nie mówiąc już o przeciwnikach religii. Wszyscy zostaliśmy w jakiś sposób ukształtowani przez tę cywilizację i jej kulturę. Czy tego chcemy czy nie, należymy do cywilizacji Chrześcijańskiej. Nasze myślenie w sposób naturalny i nieunikniony z niej się wywodzi w swoich fundamentalnych, archetypowych, najogólniejszych formach. Nie może więc dziwić, że powstające w jej obrębie dzieła sztuki do niej się odnoszą czy z nią się kojarzą. W tym też znaczeniu z cywilizacji Chrześcijańskiej korzysta instalacja "Pasja". Posługuje się zrozumiałym w tym obszarze cywilizacyjnym językiem skojarzeń, bo w tym obszarze powstała i w jego kontekście artystka sytuuje swoją wypowiedź. Jest świadoma swojej tożsamości cywilizacyjnej. Stąd tak a nie inaczej buduje skojarzenia. Także w tej kwestii sąd powinien zaczerpnąć opinii specjalistów od historii religii, historii kultury, antropologii religii, antropologii kultury, tak by móc zyskać wgląd w całą złożoność zagadnienia, które ma zinterpretować. Natomiast instalacja nie jest pracą o tematyce religijnej, nie jest bezpośrednio religijnie zaangażowana. Krzyż jakim posłużyła się artystka jest symbolem cywilizacyjnym, ale nie jest symbolem wąsko religijnym w żadnym znaczeniu ani jako przedmiot kultu ani znak wierzących Chrześcijan. Aby zrozumieć i zinterpretować tę instalację trzeba rozdzielić ogólne i abstrakcyjne znaczenie krzyża od bezpośrednio religijnego i obrzędowego. Cywilizacja Chrześcijańska nie jest własnością wierzących rzymskich katolików. Wszyscy tu żyjący mamy prawo do uczestnictwa w tej cywilizacji, korzystania z jej dziedzictwa, także obrazowego, symbolicznego oraz wolności debaty w jej obszarze. Wyrok sądu oznacza zawłaszczenie cywilizacji Chrześcijańskiej przez grupę wyznaniową katolików rzymskich. Sąd w żadnym razie nie stanął na gruncie cywilizacji Chrześcijańskiej.

Skutki tego zawłaszczenia już dają o sobie znać - to terror sądowy wobec innych żyjących w tej samej cywilizacji Chrześcijańskiej. Sąd wyjaśnia, że artyści mogą sobie takie rzeczy robić w domu. Przypomina to czasy komunizmu, gdy rzeczy nie podobające się władzy można było pokazywać kolegom w domu i tam taż w przestrzeni prywatnej o nich dyskutować. Ale zawsze mogli zdarzyć się "nieznani sprawcy" którzy włamywali się do mieszkań, pracowni. Także w hitlerowskich Niemczech bojówki niszczyły w domach dzieła sztuki artystów awangardowych (np. rzeźbę-instalację "Merzbau" Schwittersa). I łatwo mi sobie wyobrazić takie działanie Młodzieży Wszechpolskiej ośmielonej wyrokiem sądu i zachęconej przez triumfujących posłów LPR. Przedsmak tego mieliśmy w czasie najścia tych bojówek na galerię Wyspa tuż po zamknięciu wystawy "Pasja". Debata musi pozostać w przestrzeni publicznej. Przestrzeń publiczna musi pozostać naszą, a nie czyjąś własnością. Jeżeli sąd nie potrafi obronić wolności tej przestrzeni, wolności debaty publicznej, to znaczy, że demokracja w Polsce jest zagrożona, a sąd nie jest niezawisły.

Rozróżnienia zamiaru ewentualnego czy bezpośredniego, a także konstruowanie kontratypu mają istotnie charakter akademicki, czysto prawniczy i są dla rozstrzygnięcia tej sprawy drugorzędne. Najistotniejsze są argumenty cywilizacyjne i kulturowe. W interpretacji, której musiał dokonać sąd, kluczowe było potwierdzenie bądź zaprzeczenie wolności wypowiedzi w szerokiej debacie cywilizacyjnej. Niewątpliwie Dorota Nieznalska z pełną świadomością, czyli umyślnie, tworzyła sztukę która była przyczynkiem w debacie kulturowo-cywilizacyjnej, czyli wzięła w tej debacie udział. Jeżeli sąd dopatrzył się w formie tego udziału przestępstwa, uznał stworzone przez nią dzieło sztuki za dowód popełnienia przestępstwa, to znaczy że wolnej debaty nie ma. Sąd komentując sprawę kontratypu sztuki sprowadza rzecz do paradoksu, próbując skompromitować idee takiego kontratypu. Jednak sprawa nie jest paradoksalna. To najbardziej żywotny interes naszej kultury i demokracji. Niezależnie od tego jak rzecz nazwać, osoby biorące udział w debacie publicznej, np. poprzez tworzenie dzieł sztuki, muszą podlegać z tego powodu jakiejś opiece i ochronie, a nie być narażone na prześladowania sądowe pieniaczy. Sąd powinien chronić przed nimi, a nie im sprzyjać. Taką wolność gwarantuje Konstytucja, art. 73. Opiekę kulturze ma za zadanie zapewnić Państwo i Samorząd. Stąd artyści mają prawo oczekiwać pomocy od urzędników od kultury. Oczywiście, sąd nie jest od tego by oceniać kto jest artystą a kto nie, kto jest poetą, a kto piosenkarzem. Ale jest po to by zapewnić wolność tej oceny innym. Bo to inni, uznając że warto z kimś rozmawiać, debatować, być jego odbiorcą, czyli interpretują i decydują o wartości prezentowanego przez artystę produktu. Aresztując instalację "Pasja" sąd opowiedział się po jednej ze stron debaty, uniemożliwiając zarazem udział w niej innym, a wyrokiem skazującym blokuje jej możliwość w przyszłości. To, że w tym wypadku temat debaty dotyka spraw religijnych nie jest dziwne w kraju tak ureligijnionym jak Polska, ale tym bardziej troską sądu powinna być opieka nad nią, zapewnienie jej wolności. Tak widzę realizowanie w tej sprawie niezawisłości sądu. Tymczasem spotykamy się z wspieraniem aparatem sądowniczym jednej ze stron. Tym bardziej, że uczciwość intencji LPR jest mocno wątpliwa. Nadto wyraźnie widoczna jest chęć zarobienia punktów politycznych na takich aferach, i tak naprawdę to oni je prowokują. Jest to robione tak nieudolnie, że chyba nikt nie ma kłopotów z rozpoznaniem intencji LPR. I zapewne sąd to też widzi, bo przecież ogląda telewizję i czyta gazety. A dlaczego nie reaguje na prowokację?

Nieporozumieniem jest interpretacja zawinienia, czyli to, że fakt iż nikt z kręgu artystów nie widział nic zdrożnego w tej pracy, a Urząd Miejski dał jej pieniądze, umniejsza jej winę. To, że w środowisku takie prace nie skandalizują dowodzi raz jeszcze, że są one częścią debaty kulturowej i są dla tej debaty ważnym i koniecznym składnikiem oraz, że taka debata w kulturze się toczy. Wyrok oznacza, raz jeszcze, zamykanie jednej ze stron ust. Z kolei to, że Urząd Miejski dał artystce pieniądze na realizację "Pasji" dowodzi, że jest ona tej debaty istotnym ogniwem - ten sam Urząd wcześniej ją nagrodził i popierał jej sztukę, czym dokonał potwierdzenia jej i jej sztuki jako zasługujących na poważne traktowanie. Mówiąc inaczej zinterpretował ją jako ważną dla kultury. Teraz sąd interpretuje to samo dzieło tej samej osoby jako czyn kryminalny. Tymczasem powinien wobec takich argumentów udzielić jej ochrony, niezależnie od kontrowersyjnego dla niektórych charakteru, a raczej właśnie ze względu na ten kontrowersyjny charakter.

Przerażające jest jak łatwo dochodzi do popełnienia przestępstwa z artykułu 196. Wystarczą że dwie osoby dowiedzą się o fakcie, który uznają iż obraża ich uczucia religijne lub że znieważa przedmiot ich kultu. Wystarczy że to wiedzą, że ktoś im o tym powie, nie muszą nic widzieć, czytać, słyszeć osobiście. Nieostra kategoria "uczuć religijnych" jest całkowicie uznaniowa i pozostawia całkowitą dowolność prokuraturze i sądom. Prokuratura, jak się okazuje, łatwo kieruje sprawę do sądu, a sąd łatwo skazuje. Po tym wyroku ewidentne jest, że jest to artykuł służący represji, tłumieniu wolności tworzenia i debaty publicznej, gdy stają się niewygodne dla kościoła katolickiego i jego politycznej reprezentacji w postaci LPR. Przypomina to paragrafy z czasów Komunizmu czyniące przestępcą każdego kto wypowiadał się inaczej niż chciała tego partia, czy powiedział coś niewłaściwego o Związku Radzieckim. Wyrok i działania LPR oraz Młodzieży Wszechpolskiej potwierdzają, iż nie jest to porównanie przesadne. Chociaż artykuł 196 jest sformułowany ogólnie, to oczywiste jest, że w warunkach Polskich jest wymierzony we wszystkich krytyków kościoła katolickiego. Wyrok ma być ostrzeżeniem.

Inni obrażani z innych powodów mogą liczyć tylko na dochodzenie swoich praw na drodze procesów cywilnych. Katolicy są bronieni przed obrażaniem z urzędu, jak prezydent czy premier, a ich symbole tak jak symbole państwowe, flaga, godło, hymn. To jawna nierówność wobec prawa, a powoduje ją artykuł 196. W ogóle jest to zapis jakby z innej epoki. Pasował by do czasów wojen religijnych w XVI i XVII wieku a nie do demokracji wieku XXI. Najwyraźniej kościół katolicki źle się czuje w demokracji i potrzebuje wsparcia w postaci represyjnego prawa zapewniającego mu specjalną ochronę. Ponadto, pod płaszczykiem ochrony interesów wyborców katolickich, z artykułu 196 korzysta LPR, by zbierać punkty u swoich wyborców i by temperować niewygodną dla siebie politycznie debatę i ustawiać przestrzeń publiczną pod własne interesy. Po wyroku zastraszeni, bojący się o posady dyrektorzy galerii i muzeów, urzędnicy wszelkich szczebli nie będą chcieli wspierać kultury potencjalnie kłopotliwej, a kuratorzy i organizatorzy imprez kulturalnych po prostu nie dostaną pieniędzy na "niepewne" politycznie przedsięwzięcia. Artykuł 196 jest potencjalnie zagrożeniem dla kultury i demokracji w Polsce, co się właśnie okazało bardzo dowodnie. Musi zostać dla dobra tego Kraju zniesiony, bądź tak zmieniony by naprawdę pomagał w obronie ludzi wierzących przed zbytnią agresją w dyspucie religijnej, a nie służył politycznym manipulatorom do niszczenia kultury i demokracji w Naszym Kraju, czyli celom zupełnie świeckim, takim jak zdobycie władzy. Sędzia sprowadza do paradoksu logicznego również kwestię tzw. przyczynienia się pokrzywdzonego, czyli to co wyraża zdanie, że jak ktoś nie chce to nie musi oglądać, a jak ogląda i się obraża to sam sobie winien, bo widocznie chciał się obrazić. Przede wszystkim sama konstrukcja artykułu 196 powoduje, że aktywiści polityczni LPR rzeczywiście dążą do obrażenia się by posługując się sądem i prokuraturą zwalczać kulturę ich zdaniem niewłaściwą. I zdarza się im odnieść taki sukces jak w sprawie instalacji "Pasja". A prób takich było znacznie więcej. To nie interpretacja prowadzi do paradoksu, ale paradoks tkwi w samym artykule 196 i możliwości jakie on stwarza, zwłaszcza dla chcących się obrazić, czyli przyczynić do zaistnienia przestępstwa. Oznacza to w praktyce, że każde zdanie krytyczne może łatwo stać się przyczyną oskarżenia przed sądem, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy sztuk wizualnych posługujących się znakami i formami symbolicznymi. Otwiera to nieograniczone pole manipulacji, z czego jak się okazuje politycy LPR chętnie korzystają. Tylko dlaczego prokuratura i sąd tak chętnie podzielają ich zdanie?

Szkoda, że sąd tak niechętnie korzystał z ekspertów. Najwyraźniej ta sprawa przerosła sędziego Zielińskiego. Najwyraźniej nie pojął on przełomowego znaczenia tego procesu dla kultury, nie docenił jego aspektu cywilizacyjnego. Zgromadzenie opinii historyków sztuki, socjologów, religioznawców, prawników od prawa kanonicznego, antropologów, etc. pozwoliłoby na uchwycenie kulturowej złożoności sprawy w jakiej przyszło mu orzekać. Nawet gdyby wyrok miałby brzmieć identycznie, to byłby kulturowo umotywowany. Chociaż przypuszczam, że wzięcie pod uwagę kulturowych aspektów sprawy, uświadomiłoby potrzebę i możliwość przyczynienia się tym precedensowym wyrokiem do stworzenia w Polsce przestrzeni wolnej debaty kulturowej, której znaczenie jest cywilizacyjne. Zamiast tego mamy amatorskie wywody na temat sztuki, symboliki i ikonografii krzyża, niejasne zdania o cywilizacji Chrześcijańskiej i kulturze polskiej oraz akademickie popisy logiki prawniczej, nie dotyczące kulturowego meritum sprawy. Rekonstrukcja instalacji w galerii Wyspa mogła być bardzo pouczająca. Stając przed instalacją, nawet najbardziej zajadły katolicki obrońca czci i godności krzyża musiałby nabrać wątpliwości, czy ten krzyż który widzi przed sobą ma coś wspólnego ze znanymi mu przedmiotami kultu. Instalacja chyba tylko z bardzo dużą trudnością kojarzy się z jakimikolwiek bezpośrednimi odniesieniami do religii katolickiej. Także, bezpośrednie obcowanie z dziełem sztuki w pełnej skali, z jego warstwą dźwiękową, to dalece nie to samo co poznanie go z reprodukcji gazetowej, czy migawki telewizyjnej. Po prostu taki kontakt powoduje inne emocje, które potrafią zmienić jego ocenę i wyrobić nowy stosunek do dzieła. Jest to zjawisko powszechnie znane ludziom zawodowo zajmującymi się sztuką. Sąd powinien zaryzykować i zaufać ich doświadczeniu. Niestety, pokrzywdzeni dysponowali tylko interpretacją posłów od których dowiedzieli się, że chodzi tu o obrazę krzyża w celu zdobycia sławy przez młodą artystkę. Nie mieli szans na wyrobienie sobie własnego zdania o tym dziele sztuki. Mimo zastrzeżeń, że sąd nie chce bawić się w krytyka, sąd bawił się w krytyka. Tyle, że bawił się nieodpowiedzialnie i niedojrzale, nawet nie zdając sobie sprawy, że bawi się materią, którą zabawa wymaga poważnego doświadczenia. Bawił się w krytyka, bo musiał - musiał interpretować, analizować dzieło sztuki na tle kultury i cywilizacji w obrębie której powstało, musiał analizować warunki możliwości jego recepcji. Musiał, bo musiał wydać w tej sprawie wyrok. Zabaw których, ze zrozumiałych względów chciał uniknąć, nie uniknął, a że unikał poszerzenia swojej wiedzy o wiedzę ekspertów, wynik jest tak opłakany: w postaci skutków intelektualnych, co można przeczytać w tym uzasadnieniu, i o wiele poważniejszych skutków kulturowych wydanego wyroku.

Wymierzona kara, ograniczenie wolności, to ograniczenie wolności kultury, wolności tworzenia. Mało tego, sędzia wybrał wyrok nie tyle bardziej dolegliwy, co bardziej poniżający. Poniżający artystkę, poniżający sztukę, całą kulturę, a raczej jej najbardziej aktywną część która chce otwartej, wolnej i krytycznej debaty społecznej, publicznej na wszelkie tematy kulturowo i cywilizacyjnie żywotne. Wyrok nie powinien być zemstą państwa na przestępcy - tu jest zemstą za głoszenie zdania odrębnego i własnego. Artystka została potraktowana jak osiedlowy chuligan, artyści zostali potraktowani jak gówniarze robiący rozróby. Wyrok ma mieć sens wychowawczy. Nas nie trzeba wychowywać! Wychowywać sąd może ew. zadymiarzy z Młodzieży Wszechpolskiej którzy chcą rozpierdalać wystawy sztuki wsp. w Trójmieście, co publicznie zadeklarowali, także ustami radnego Miasta Gdańska, Grzegorza Sielatyckiego. Jesteśmy uczestnikami debaty kulturowej która tę kulturę tworzy. Bierzemy czynny udział w procesach cywilizacyjnych. Nasze wypowiedzi, także te poprzez formy wizualne, wynikają z ciągu rozwojowego kultury i do jej aktualności się odnoszą. Nie można artysty tworzącego sztukę traktować jak rozrabiającego szalikowca. Tym bardziej nie można z powodu sztuki jaką tworzy robić z niego kryminalisty. To oburzające postępowanie sądu jest wbrew żywotnemu interesowi kultury i tego Kraju. Wiem, że autorytet biednej kultury jest żaden, stąd mogą sobie na niej używać politycy LPR. Ale jego dalsze niszczenie przez sąd to zagrożenie nie tylko bytu artystów ale całego Kraju. To nie skazana wywołała skandal, ale LPR. Ona jest ofiarą skandalu wywołanego przez polityków i ofiarą skandalu sądowego jakim jest ten wyrok. Oburzające jest uparcie powtarzane twierdzenie, także przez sąd, że Dorota Nieznalska świadomie doprowadziła do skandalu by zyskać sławę. Dorota Nieznalska zaprzecza tym oskarżeniom w sposób najlepszy jak tylko może to uczynić artysta - robiąc swoją sztukę. Instalacja "Pasja" to jedna z cyklu prac zawierających krytyczne odniesienia kulturowe, nawiązujące do archetypów cywilizacji Chrześcijańskiej i wobec niej dialogiczne. Niektóre z nich powstały już po wniesieniu oskarżenia. Dla Doroty Nieznalskiej jest to więc konsekwentnie drążona tematyka, opracowywana w kolejnych instalacjach, a nie jednorazowy skandal promocyjny. Ale tego dochodzić sądowi już się nie chciało, bo w krytyka nie chciał się bawić, pozbawił się więc wiedzy która na pewno uświadamia sens sztuki tworzonej przez skazaną. Bezzasadne i po prostu chamskie jest stwierdzenie sądu, że dzięki procesowi stała się osobą zamożną i 2000 grzywny to dla niej nic. Sąd nic na ten temat nie wie, i wiedzieć nie musi, może go to nie obchodzić. Ale głoszenie w oficjalnym uzasadnieniu precedensowego wyroku poglądów rodem z targowiska po prostu sąd kompromituje. Tak jak i wydanie wyroku skazującego z tak miałkim uzasadnieniem, które wskazuje na brak świadomości olbrzymiego kulturowego znaczenia pracy którą przyszło sądowi wykonać.



< < < do strony głównej