Tak się złożyło że do pisania tego komentarza mogłem zasiąść dopiero trzy tygodnie po wydaniu tego wyroku. Spojrzenie z pewnego dystansu będzie więc trochę inne. Także w międzyczasie zdarzyło się kilka rzeczy które sytuują proces Doroty Nieznalskiej w trochę innym świetle.

Decyzję sądu można interpretować jako próbę podniesienia rangi tej sprawy na wyższy poziom, poziom debaty kulturowej. Do tej pory zarówno sąd jak i Dorota służyli politykom LPR do uprawiania propagandy politycznej, pokazywania się wyborcom jako niezłomni obrońcy krzyża. Prawda była nieważna. I to właśnie zauważył sąd, mówiąc że nie wzięto pod uwagę wyjaśnień oskarżonej. Także dlatego politycy LPR byli tak wściekli po wyroku. Skazanie Doroty tak pięknie by wyglądało, a tymczasem sąd drugiej instancji popsuł efekt. Co gorsza, gdy sprawa stanie na poziomie debaty kulturowej, to czytelny stanie się cały cynizm i nieuczciwość zmontowanej przez nich "afery". Okaże się także, że cały proces jest po prostu bezprzedmiotowy i nie było powodu go wszczynać.

Na dwóch rozprawach apelacyjnych pojawili się przedstawiciele Antyklerykalnej Partii Postępu RACJA. Wcześniej przekazywali oni swoje poparcie dla Doroty i jej walki. Teraz postanowili zamanifestować swój pogląd w sposób bardziej spektakularny, poprzez pikietę przed sądem. Charakterystyczne jednak jest to, że ich wystąpienie nie dotyczyło bezpośrednio poparcia dla Doroty. Oni przybyli tu w pewnej większej sprawie. Nie dokonali personalizacji sporu, ale przenieśli go na płaszczyznę kulturową.

W międzyczasie w Krakowie odbył się Marsz przeciw homofobii który został brutalnie zaatakowany przez chuliganów inspirowanych przez kościół katolicki i polityków prawicowych, władze miasta i wszystkich którzy czynili wrogą Marszowi propagandę. Także rzekomo liberalną Platformę Obywatelską. Nie była to tylko parada gejów i lesbijek. W marszu uczestniczyło wiele różnych środowisk i zwykłych ludzi którzy są za tolerancją i wolnością i zarazem odczuwają jej niedosyt we współczesnej Polsce. Do galerii Wyspa również przyszli chuligani by - jak sami się chwalą - rozpierdolić wystawę. Stały za nimi te same siły kulturowe i polityczne.

Po napaści bogobojnych chuliganów na krakowski Marsz biskup Pieronek powiedział, że obie strony są równie winne. Także w logice równej winy podjął decyzję prezydent Kaczyński, gdy nie zgodził się w Warszawie zarówno na podobny Marsz jak i kontrmanifestację. Z rozmysłem myli się tu ofiarę i kata, przerzuca winę na ofiarę. Geje, lesbijki i wszyscy domagający się tolerancji w tym kraju nie są tym samym co atakujący ich stadionowi chuligani. To ta sama logika która mówi, że gdyby Dorota robiła inną sztukę to nie miałaby problemów. Nie może mieć racji cenzura i przemoc.

Jak dotąd wygrywają ci, którzy w debacie kulturowej posługują się bojówkarzami: galeria Wyspa została zamknięta, Marsz w Warszawie Kaczyński odwołał bo rzekomo bał się zamieszek. Gdyby dostał list od Bin Ladena z tradycyjnym pozdrowieniem "poderżniemy gardło tobie, twojej rodzinie i twoim przyjaciołom", zapewne natychmiast spytałby o drogę na Zaleszczyki. Czy to jest państwo prawa? Czy to jest demokracja?

Zarówno proces Doroty jak i drastyczne przejawy nietolerancji mówią o toczącej się w naszym kraju WOJNIE KULTUROWEJ. Wojnie o kraj wolny i tolerancyjny, wojnie o nowe Oświecenie. Rządy prawa a nie kościoła katolickiego i polityków-hipokrytów. Umysły otwarte a nie zniewolone. Czy będziemy żyli w kraju bez cenzury sztuki i dyskryminacji na tle seksualnym. Bez rasizmu, antysemityzmu, homofobii. Korupcji, cynizmu, koniunkturalizmu, oportunizmu.??? O to tak naprawdę toczy się proces Doroty Nieznalskiej.

Łukasz Guzek



< < < do strony głównej < < <