Mowa końcowa obrońcy, mecenasa dr Wojciecha Cieślaka.

Z tych wypowiedzi, zwłaszcza wypowiedzi pana oskarżyciela posiłkowego przebijają emocje. I te emocje Wysoki Sądzie są obecna, są obecne nie tylko w wypowiedziach uczestników procesu, ale także tych którzy komentują przebieg postępowania z zewnątrz. I to nawet dobrze że są rzeczy które budzą w ludziach zainteresowanie, które skłaniają ich do zajęcia stanowiska. A w tej sprawie można wyróżnić dwa poglądy. Pierwszy, który pozwolę sobie nazwać poglądem obrońców krzyża. Sprowadza się on do stosunkowo prostego schematu. Krzyż jest symbolem religii katolickiej, Chrześcijaństwa, ta instalacja którą przedstawiła pani Nieznalska to świadome znieważenie tego symbolu, a więc pani Nieznalska powinna ponieść karę. Na przeciwnym biegunie stoją osoby, też nazwijmy je skrótowo, jako obrońcy wolności, obrońcy swobody wypowiedzi twórczej. I tutaj schemat jest stosunkowo prosty. Wolność słowa, wolność wypowiedzi, swoboda wypowiedzi nie powinny doznawać żadnych ograniczeń, nie należy nakładać sztuce kagańca, nie należy pouczać artystów co i jak tworzyć mają, bo śmierć sztuki to powoduje. A zatem pani Dorota Nieznalska nie powinna się w ogóle znaleźć w tym sądzie a jeżeli się znalazła to powinna zostać uniewinniona. Jak łatwo można się zorientować Wysoki Sądzie, obie strony wychodzą z zupełnie innych założeń, hołdują innemu systemowi wartości, i tutaj wypracowanie jakiegoś kompromisu pomiędzy nimi nie jest po prostu możliwe. I dobrze że nie jest rolą sądu takiego kompromisu szukać, wydawać rozstrzygnięcie, które by było takim kompromisem. To nie czas i nie miejsce. Czas jest na coś innego, coś co się w całej tej wrzawie troszeczkę zamazuje, przynajmniej w oczach tych, którzy ten proces z zewnątrz obserwują. A mianowicie, że to jest proces przeciwko Dorocie Nieznalskiej, że rzecz dotyczy konkretnego zdarzenia, konkretnego dzieła, które powstało w takich czy innych okolicznościach. I jeżeli w ogóle mamy się koncentrować, to może unikajmy wielkich słów i przesuńmy to wszystko na płaszczyznę prawną. Jeżeli chodzi o te następstwa tego zdarzenia, w zasadzie interesujące są dwa problemy. Problem pierwszy to ten, czy istnieje coś takiego, Wysoki Sądzie, jak kontratyp sztuki. Kontratyp to typowa okoliczność wyłączająca bezprawność kryminalną. Okoliczność, która powoduje, że działanie w normalnych okolicznościach bezprawne czy karygodne, takim nie jest. I nawiązując do języka Oskarżyciela posiłkowego, powiem że "w doktrynie formułuje się" niekiedy tak zwany kontratyp sztuki, wskazując, że jest to sytuacja taka, gdy tworzącym jest artysta, produktem jest dzieło, i artyście przyświeca cel twórczy. Dąży on do wykonania dzieła sztuki. I formułuje się także pogląd, że tego rodzaju działanie, podjęte w tych okolicznościach, choćby ze względu na swoją formę, czy ze względu na treści które niesie, nie jest czynem bezprawnym. Tego poglądu można bronić. Ja jednak widział bym ciężar zagadnienia w czymś innym. Zresztą, nawet gdybyśmy szczegółowo analizowali kwestie związane z kontratypem sztuki, to i tak wrócimy do pewnego zagadnienia. Do tego, co było zamiarem pani Nieznalskiej wówczas gdy instalację Pasja tworzyła. Nasi przeciwnicy, oskarżyciel publiczny, oskarżyciel posiłkowy, twierdzą, że jej celem, a przynajmniej wkalkulowanym rezultatem, było naruszenie uczuć religijnych, znieważenie przedmiotu czci religijnej, krzyża. I tutaj ten wniosek opierają głównie na zeznaniach świadków. I słusznie, bo na czymś na jakiś dowodach, oprzeć się trzeba. Ja chciałem tylko zwrócić uwagę, że te zeznania są bardzo niejednorodne. Otóż, jeżeli słyszę tak jak w wypowiedzi pana Stanisława Żyły, "przybyłem na miejsce zbrodni", "miała miejsce zbrodnia", niezależnie od tego jak oceniam tego rodzaju wypowiedź, nie mam wątpliwości, słyszałem je tak jak i Wysoki Sąd tu na tej sali, że jest to wypowiedź szczera. Co do intencji innych osób w tą sprawę zaangażowanych, którzy są skłonni bardziej powoływać się bardziej powoływać się na telefony od wyborców i na opinie wyborców, no, byłbym bardziej ostrożny i tutaj wątpliwości pewne mam. Jednakże niezależnie Wysoki Sądzie od tego czy chodzi tutaj o pana Żyłę czy chodzi tutaj o posła, to jedno nie budzi wątpliwości, że te swoje wrażenia świadkowie przedstawieni przez Urząd Prokuratorski, budowali w dość szczególnych warunkach. Przede wszystkim, można by powiedzieć, że mówią o jednorożcu. Bo tego nikt nie widział. Wiadomo, że coś jest, tylko tego nikt nie widział, przynajmniej żaden ze świadków tego nie widział. Albo nie widzieli tego w ogóle, albo widzieli to w formie tylko przekazu telewizyjnego, krótkiego bardzo. Jasne jest, że budowane tak wrażenie, mogło być wrażeniem mylnym. W szczególnie jeżeli chodzi o przekaz telewizyjny, to tak zupełnie swoją drogą zastanawiam się dlaczegóż to, te osoby które sam program przygotowały nie siedzą także obok pani Nieznalskiej na ławie oskarżonych, bo wszak treści te tak bulwersujące rozpowszechniały. Ale tutaj Urząd Prokuratorski i prokurator posiłkowy wykazali pewien umiar, zadowalając się jedną z ofiar. Wysoki Sądzie, rzecz następna. Sami świadkowie, Stanisław Żyła, Czesław Szumski, Gertruda Szumska, także pan Klaman, pan Krechowicz, twierdzą że ten obraz który pokazano w telewizji przedstawił jedynie fragment całej instalacji. Rzecz była w związku z tym niejako wyrwana z kontekstu. Jako ludzie rozsądni wszyscy się godzimy na to, że cytowanie fragmentu, wyrywanie z kontekstu wypowiedzi, a ta instalacja to pewna twórcza wypowiedź, pewnego fragmentu - zniekształca tą wypowiedź. Inaczej rozkłada akcenty. Tak też było w tym wypadku. Żadna z tych osób, które tutaj obciążają panią Nieznalską, które się czują urażone wykonaną przez nią instalacją, nie zadała sobie trudu aby zapytać co pani przez to chciała wyrazić? Dlaczego? Nie wiadomo. Być może z góry przewidywali, że taki dialog będzie bezpłodny. Chyba niesłusznie. A szansa zadania takiego pytania była. Świadek Grzegorz Klaman mówi wprost, że wystawa została w ten sposób urządzona, iż miała wykład. Przedstawiał on główne założenia twórcze które przyświecały artystce. Szkoda, że wtedy świadkowie, Oskarżyciel posiłkowy, nie przybyli na wystawę, choćby byli nawet bardzo zbulwersowani. No i nie zapytali co pani przez to chciała powiedzieć? Dla nich to było jasne. A to wcale jasne nie jest. Ponieważ z tego, co wskazuje w swoim zeznaniu pani Dorota Nieznalska, pozwolę sobie na cytat bezpośredni "Ideą mojej pracy jest ukazanie krytyki męskości. Praca Pasja jest kolejną konsekwentną pracą, instalacją, która odnosi się do idei męskości, do bycia męskim współcześnie. Ukazany w filmie mężczyzna świadomie dokonuje cierpienia, świadomie został wpisany w cierpienie przez trening ciała. Dlatego też przywołany został krzyż. Krzyż jest tradycyjnym symbolem cierpienia." I tutaj dotykamy kolejnej kwestii. Mianowicie formy. Przekaz, treść jest dość jasna w świetle zeznań pana Klamana, w świetle porównania także wcześniejszych dokonań samej artystki. Oto zastanawia się ona nad swoistym, dziwacznym przyznajmy, fenomenem który nakazuje wielu młodym i nie tylko młodym mężczyznom, dusić się na jakiejś sali, przerzucać kilogramy, setki kilogramów żelastwa, faszerować się anabolikami i mierzyć od czasu do czasu to ten to inny mięsień: urosło-nie urosło, urosło-nie urosło. Że tego rodzaju postawy są powszechne - to wystarczy wyjść i przejść się ulicami naszego miasta, gdzie widzimy ludzi o dość typowym kroku, zniekształconym także przez tego rodzaju ćwiczenia. Ci ludzie świadomie się okaleczają, a już na pewno świadomie zadają sobie cierpienie, po co - po to bo przybliżyć się do pewnego ideału, czy czegoś co za ideał uważają, ideału prawdziwego samca, człowieka który tutaj jest postrzegany jako człowiek sukcesu, aby, przepraszam za kolokwializm, wyrwać panienkę na dyskotece, aby zaimponować kolegom, wszak do tego wszystko to zmierza. Czy nie warto się nad tym zastanowić? Artystka uważa że warto i temu poświęca swoje dzieło. Pytanie czy istotnie w tym męskość się wyraża, czy istotnie jest to droga właściwa? Trochę publicystyczne nawet, jak na dzieło artystyczne, ale taka jest myśl tego. Forma budzi zastrzeżenia. Forma, zestawienie dwóch elementów i dwóch symboli. Niezależnie jak byśmy patrzyli na to z punktu widzenia estetycznego, przyznam, że jako mężczyźnie trudno mi się tutaj dopatrzyć szczególnych atrakcji. Ale członek męski, wraz z dodatkami, to niewątpliwie tradycyjny symbol męskości. Trudno wyobrazić sobie jakiś symbol który by w lepszy sposób do męskości nawiązywał. Tutaj ograniczę się, nie będę sięgał wykładem do lat minionych, bo tutaj chyba wątpliwości nie ma. Krzyż z kolei. I tutaj pani prokurator, i tutaj także oskarżyciel posiłkowy, wskazują na to, że krzyż niejedno ma imię i niejedno znaczenie. Ja zgadzam się i z panią prokurator i z oskarżycielem posiłkowym, że najważniejsze znaczenie, i najbardziej istotne, i najbardziej widocznym, jest krzyż - symbol chrześcijaństwa. Zresztą nie od zawsze, wystarczy sięgnąć do prostych przekazów że we wczesnym chrześcijaństwie tym symbolem była ryba, także i po śmierci Chrystusa, ale niewątpliwie jest to symbol chrześcijański, symbol wiary katolickiej. Ja nie będę się tutaj silił na to, żeby mówić, że w innych kulturach to było inaczej, a u Celtów, to znak ognia, a u ludu Dravida to jeszcze inaczej, a w ogóle to nie jest krzyż katolicki, a może to jest krzyż grecki, ja nie będę próbował tego rodzaju tanich sztuczek, ponieważ tu w tym kraju krzyż to przede wszystkim symbol chrześcijaństwa, symbol wiary katolickiej. To nie ulega wątpliwości. Ale krzyż to nie tylko i nie jedynie oznacza symbol wiary. Krzyż to także cierpienie. To tutaj w tym kraju, nie u Dravida, mówi się "masz z nim Pański krzyż" - mówi sąsiadka do sąsiadki, bo widziała jak pijany mąż wraca do domu. "Ja wezmę na siebie ten krzyż", "ja poniosę ten krzyż". A więc tu w Polsce krzyż to także symbol cierpienia. I w tym znaczeniu, jak wynika to jednoznacznie z tego co mówi pani Nieznalska, a dowodu przeciwnego strona druga nie przedstawiła, w tym znaczeniu, znaczeniu cierpienia, ten krzyż użyty został.
Rzecz następna, Wysoki Sądzie, to ta oto: czy Dorota Nieznalska mogła przewidywać że urazi uczucia i czy się z tym zgodziła. Myśmy tutaj usłyszeli zupełnie przyzwoity wykład z prawa karnego, sam wykładałem, co prawda nie w szkole policji, i słuchałem wykładowców których tu na tej sali nie znają. Ale niezależnie od tego, czy będziemy się powoływać na dr hab. Wróbla, czy prof. Filara, czy druga strona, tak jak ja, będzie się powoływać na dr hab. Warylewskiego, będzie to tylko walka na autorytety. A więc, ja zachęcam do wykładni językowej i do trzeźwego pomyślunku. Czy naprawdę znieważyć coś można w zamiarze ewentualnym. Zamiar ewentualny to taka oto postać, kiedy ktoś nie chce naruszyć jakiegoś dobra, ale przewiduje taką możliwość, i na to się godzi. To godzenie się odróżnia go od winy nieumyślnej, od lekkomyślności. Czy naprawdę znieważyć kogoś czy coś można w formie zamiaru ewentualnego. Czy mówiąc człowiekowi "Jesteś pan łajdak, cham i drań". Czy my godzimy się że dotkniemy godności i czci tego człowieka, czy chcemy to wprost powiedzieć? Chcemy to powiedzieć wprost. Niektóre z tak zwanych znamion czynnościowych typów czynów zabronionych, Wysoki Sądzie, są zbudowane tak, że ze względu na to, iż nabrzmiałe są one treścią i wskazują wprost na pewna kierunkowość działania, nie jest możliwe popełnienie tych czynów w formie zamiaru ewentualnego. Nie wystarczy godzić się na to żeby by kogoś znieważyć, nie wystarczy godzić się na to żeby kogoś poniżyć, nie wystarczy godzić się na to, żeby się nad kimś znęcać. To trzeba po prostu chcieć. Strona przeciwna nie przedstawiła dowodów bo i takich dowodów nie mogła przedstawić Wysoki Sądzie, że pani Nieznalska chciała znieważyć symbol chrześcijaństwa. I stąd to łatwe ześlizgnięcie się w zamiar ewentualny. Bo być może nie chciała, ale godziła się, no bo to przecież oczywiste, bo tylu jest katolików, bo wiadomo że to zestawienie musiało ich urazić, i na to się godziła. A w ogóle, gdzieś tam w tle, jak to ładnie rozwijał oskarżyciel posiłkowy, są nieczyste intencje, no bo chciała zaistnieć, taka bidula z Gdańska, chciała wyrwać się w szeroki świat, a jak - no, na pewno robiąc skandal. Ja już bym był bardzo ostrożny z tym kto w tej sprawie wyrwa w szeroki świat. I myślę, że to niekoniecznie jest Dorota Nieznalska. Bardziej bym widział takie intencje po przeciwnej stronie. No ale to jest już zupełnie, zupełnie inna historia. Wracając do tego zamiaru ewentualnego, do tego godzenia. Po pierwsze są wyjaśnienia pani Nieznalskiej, których to treść wyjaśnia konsekwentne postępowanie przed sądem. Wyjaśnienia konsekwentne, z których taki wniosek nie wynika. A chyba najlepiej pani Nieznalska wie, co chciała przez swe dzieło osiągnąć. Oczywiście, może kłamać, bronić się przed odpowiedzialnością karną. Ale gdyby miała tę cechę o którą ją pomawia oskarżyciel posiłkowy, to z cała pewnością skorzystała by z okazji, powiedziała tak, może by chciała być cierpiętnicą w imię wolnej sztuki. To dopiero jest nośne medialnie! Pani Nieznalska mówi, że tego zrobić nie chciała. Są zeznania Grzegorza Klamana, artysty, opiekuna pani Nieznalskiej, osoby pod kierunkiem której uczyła się, dojrzewała jako artystka. I z zeznań pana Klamana, który chyba kłamać nie ma powodu, wynika, że pani Nieznalska przy projektowaniu dzieła konsultowała się, nie tylko z nim, z grupą wielu kolegów. Wskazywała na pewien zarys dzieła, na pewien przekaz. I ta grupa, przyznaję dość szczególna grupa Wysoki Sądzie, ale ta grupa z której wywodzi się artystka, w której dojrzewała jako twórca, nie widziała w tym przekazie nic szokującego. A jest to dość ważne dla określenia tego, co chciała, co myślała pani Nieznalska. Właśnie uwzględnienie środowiska z jakiego się wywodzi, właśnie uwzględnienie tego z kim rozmawiała i co słyszała kiedy mówiła: "a chce wykonać taką a nie inną instalację". Bo to ważne, bo gdyby wtedy pojawiły się jakieś sygnały ostrzegawcze, być może tak, być może nie, ale byłaby to zupełnie inna sytuacja, artystka cofnęłaby się przed tą inicjatywą, inaczej by zaprojektowała swoje dzieło. Takich sygnałów nie było. A z faktu, przepraszam, nie chcę sprowadzać tego do absurdu, ale z faktu że artystka konsultowała się w swoim środowisku, środowisku artystów, a nie uciekła się do konsultacji powiedzmy osób prezentujących inne poglądy, np. w kółku różańcowym, z tego faktu naprawdę nie można wnosić, że czegoś tu zaniedbała. Jest względna także dla samego projektu aprobata urzędników. Względna, dlatego że w toku przesłuchania w sprawie ujawnionych tutaj dokumentów, można przyjąć, że nie mieli oni pełnego obrazu. Zresztą jak wiele spraw którymi zajmują się urzędnicy samorządowi, być może i to umknęło z ich pola widzenia, decyzja została podjęta bez wchodzenia w meritum.
Są zeznania także pana rektora Krechowicza. Zeznania po których dość wiele obiecywał sobie Urząd Prokuratorski i oskarżyciel posiłkowy. Ale te zeznania tutaj wyglądają przed sądem znacząco inaczej. Pan Rektor Krechowicz, był tutaj przez stronę przeciwną, i słusznie, kreowany jako autorytet w sprawach sztuki, stwierdza jednoznacznie, "mnie się to może nie podobać, mnie ta praca razi", i tutaj padają pewne techniczne określenia, "natomiast bez porównania bardziej razi mnie to, że oto knebluje się artystę, że oto nie pozwala mu wyrazić tego co myśli. Mnie to nie uraża. Wiele jest dzieł które nawiązują do tych elementów i te elementy zestawiają. I to mówi osoba która przez stronę przeciwną została przedstawiona jako nieomal ekspert, świadek, ale ekspert. Po to zresztą Urząd Prokuratorski przesłuchał pana Rektora Krechowicza, nawiasem mówiąc, obiecując sobie wiele bo mylnie interpretując pewną wypowiedź dla prasy. Ale to już jest poboczna historia i kwestia pragmatyki działania w Urzędzie Prokuratorskim. Spuśćmy zasłonę miłosierdzia.
Wysoki Sądzie, w moim przekonaniu, właśnie biorąc pod uwagę wyjaśnienia oskarżonej, jej drogę artystyczną, to że nie jest to pierwszy temat. Wcześniejsze instalacje to Modus Operandi, Wszechmoc: Rodzaj Męski. Ta problematyka męskości, jej funkcjonowania we współczesnym świecie wielokrotnie była przez artystkę podejmowana. Także fakt, że dojrzewała jako człowiek i jako artysta w pewnym środowisku, środowisku, gdzie ograniczeń wypowiedzi nie ma, wszystko to jednoznacznie wskazuje na to, że nie było zamiarem, czy to bezpośrednim, czy to ewentualnym, pozwanej artystki znieważenie niczyich uczuć religijnych. A jeżeli do tego doszło, bo i trudno świadkowi Żyle, tutaj przepraszam, do symbolu niemal pan urasta, nie wierzyć, to doszło do tego w sposób niezamierzony, nieumyślny. A to przestępstwo o które pani prokurator i oskarżyciel posiłkowy moją klientkę oskarżają to właśnie przestępstwo umyślne. Można popełnić pewien nietakt, można popełnić pewien lapsus, może to człowieka czy odbiorcę razić z punktu widzenia estetycznego. Ma dobre prawo. Ale nie ma powodu, jeszcze raz powiem, iżby imputować pani Nieznalskiej złą wolę i zły zamiar, bo dowodów na to nie ma. Rzecz zresztą ciekawa, mam nadzieję, że nikogo to tutaj nie urazi, ponieważ tego rodzaju porównań używają bez porównania lepsi ode mnie i z oporem się nie spotyka. Otóż zdumiewające jest w tej sprawie, że pasterze zachowują spokój, a owczarnia beczy. Albowiem nie są mi znane wypowiedzi hierarchów kościelnych, wypowiedzi oficjalne, które by panią Nieznalską potępiały. A więc ci strażnicy symboli wykazują daleko posunięta powściągliwość. Nie znam. Być może jest to naturalna u ludzi wyrobionych niechęć do wpływania na wyroki niezawisłego sądu, ale takiej wypowiedzi nie ma. Wypowiadają się za to chętnie posłowie, radni, a więc osoby przypisane do pewnych opcji politycznych. Nie wiem, czy starają się wykazać swoją pryncypialność, czy swoje zaangażowanie. Nie wiem. Ale jako podsumowanie tego wystąpienia, przepraszam Wysoki Sądzie, że przydługiego, chciałbym zacytować jedną osobę, osobę, która wątpliwości czy podejrzeń obu stron budzić nie powinna. Nie powinna z dwóch powodów. Po pierwsze jest to ksiądz katolicki. Po drugie, w przeciwieństwie do wielu świadków którzy tu głos zabierali, jest to osoba która zna środowisko twórców i także wie coś o sztuce. Jest to wypowiedź księdza Krzysztofa Niedałtowskiego, gdańskiego duszpasterza środowisk twórczych, który oto w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej, dodatek Trójmiasto, z 17 września 2002 roku, powiedział następujące słowa: "Dla mnie rozstrzygające w pytaniu o granice sztuki są intencje autora. Jeżeli Dorota Nieznalska publicznie oświadcza, że nie miała intencji obrazoburczych, to nie widzę powodu żeby urządzać proces i wymierzać jej karę." I ja także Wysoki Sądzie takiego powodu nie widzę, i wnoszę o uniewinnienie Doroty Nieznalskiej.

  <   <   <