Lepiej być koniem wyścigowym w Polsce niż malarzem
- Aleksander Gierymski.
Impresja 4 [29.07.2003]: COŚ OKROPNEGO.
[źródło tytułu]
[Fakt, że Liga Polskich Rodzin wystąpiła przeciw konstytucyjnej wolności tworzenia sztuki, pozwala zapytać, czy aby LPR nie jest permutacją PRL.]

Jak wiemy, Dorota Nieznalska została oskarżona o popełnienie przestępstwa przewidzianego w Art. 196 kodeksu karnego, który brzmi:
Kto obraża uczucia religijne innych osób, zniważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.  Z wyrokiem, uzasadnieniem wyroku i komentarzem Łukasza Guzka (oraz innymi komentarzami i kalendarium zdarzeń) można zapoznać się na stronach www.spam.art.pl.

Wyrok budzi smutek, ale jego uzasadnienie budzi zdumienie oraz mnóstwo wątpliwości. W sprawie tak niejasnej jak konfrontacja wolności twórczej z uczuciami religijnymi zdumiewające jest to, że sąd nie zgodził się na dowody z opinii biegłych. Można mniemać, że odmówienie posłużenia się takimi opiniami mogło mieć przyczynę w lęku przed nadmiarem wątpliwości, które by się wówczas ujawniły i przemówiły na korzyść oskarżonej. W kilku zaś kwestiach związanych ze sprawą, pomoc ekspertów wydaje się być nieodzowna. Sąd, na przykład  - jak twierdzi w uzasadnieniu - "nie zamierza bawić się w krytyka literackiego, malarskiego czy w rzeźbie", ale zabawił się w teologa, a nawet w celebrującego sakramentalia duchownego. Zabrakło biegłych w historii sztuki, ekspertów teologii, ekspertów prawa konstytucyjnego, a być może nawet biegłych psychiatrów, skoro przedmiotem konfliktu są uczucia.

Wolność sumienia i wyznania oraz wolność tworzenia sztuki to dwa konstytucyjne atrybuty godności człowieka, które nie mogą być ze sobą sprzeczne, bo źródłem prawa jest właśnie godność człowieka (Art. 30 Konstytucji). Żaden wyrok sądu nie może preferować jednej z tych wolności przed drugą. Wolność twórczości artystycznej jest równie ważna jak wolność religijna. Godność i uczucia artysty są równie ważne jak godność i uczucia wierzącego, i jest to równoważność konstytucyjna.

Wyrok sakzujący Nieznalską obraża wobec tego fundamentalne poczucie godności - źródło prawa. Konstytucja co prawda gwarantuje nietykalność i ochronę atrybutów ludzkiej godności - tu wymienionych i jeszcze innych, jednak prawo karne jest w tej materii niepełne, ponieważ - albo rzeczywiście jest tak, jak zauważył Guzek, że mianowicie art. 196 k.k. jest źle, niejasno skonstruowany - albo brakuje w tym artykule paragrafu dopełniającego, przewidującego przestępstwa przeciwko wolności tworzenia, który mógłby brzmieć mniej więcej tak: Kto narusza wolność tworzenia sztuki (rani poczucie godności twórcy), znieważając (atakując niegodnie) publicznie obiekt sztuki lub miejsce przeznaczone do publicznego eksponowania obiektów sztuki, podlega ... Ustawa takiego bezpośredniego przestępstwa nie przewiduje, aczkolwiek istnieje prawo autorskie, dające twórcom niejaką ochronę, jednakże nie w zakresie naruszania wolności tworzenia lub znieważania obiektów sztuki i miejsc ekspozycji. Rzecz jasna, nie jest możliwe znieważenie ani obiektów sztuki ani miejsc ekspozycji, jeżeli nie są zarazem obiektami lub miejscami kultu, np. kościołami lub dziełami sztuki sakralnej. Dlatego, że żadne dzieło sztuki nie jest rzeczą świętą. Jest jednak możliwe postąpienie ze sztuką tak, jak postąpili rzekomo pokrzywdzeni w sprawie i jak postąpił sąd: możliwy jest niegodny atak na sztukę. To, co się stało wymaga bardzo szczegółowej analizy, a z uzasadnienia wyroku można się zorientować, że takie próby ze strony obrony przynajmniej podjęto, lecz sąd je zignorował, tracąc szansę zrozumienia słabo w Polsce rozpoznanych uwarunkowań twórczości (nie tylko artystycznej). Twórczość jest niby chroniona (konstytucujnie), ale czy ktokolwiek wie, na czym taka ochrona miałaby polegać? Niektóre sformułowania uzasadnienia wyroku są wręcz obelżywe: Sprawcą motywowała chęć osiągnięcia artystycznego celu. W tym przypadku jest to w ogóle znamię które jest nieokreślone całkowicie. Ponieważ na czym miałoby polegać wykazanie w procesie karnym motywowanie tego właśnie celu. Zależałoby to tylko i wyłącznie od woli osoby oskarżonej która zawsze mogłaby twierdzić że każde dzieło które wykonała, najbardziej nawet obsceniczne, było właśnie w celu osiągnięcia artystycznego celu. Wątpi się, że artysta robiąc sztukę, kieruje się celami artystycznymi. Nie wątpi się jednak w prawdziwość oświadczeń tych, którzy zeznali, że ich uczucia religijne zostały zranione. W ten właśnie sposób uwłacza się godności artysty, wbrew temu, że jest chroniona konstytucyjnie. Cytowane zdanie uzasadnienia ma znamiona przestępstwa przeciwko Konstytucji: jedną godność przedkłada się nad inną. W jakim celu? Czy sądzia, pisząc jak wyżej, motywował się wyłącznie chęcią osiągnięcia celu prawnego? Śmiem wątpić, że kierował się bezstronnym obiektywizmem. Oto dlaczego:

W sprawie Nieznalskiej sąd ustalił, że inastalacja "Pasja", a w szczególności przynależący do niej krzyż, jest przedmiotem czci religijnej pewnej grupy osób: Artykuł 196 K.K. penalizuje obrażanie uczuć religijnych innych osób poprzez znieważenie publiczne przedmiotu kultu. Niewątpliwym jest iż krzyż, także ten krzyż użyty w instalacji "Pasja" [podkr. moje], jest przedmiotem kultu religijnego. - czytamy w uzasadnieniu wyroku - tak to sąd zabawił się w teologa, doprowadzjąc do utożsamienia dzieła sztuki z przedmiotem kultu religijnego, w ten sposób ponadto, że ten sam obiekt, jako dzieło sztuki znieważa sam siebie, jako przedmiot kultu, i jednocześnie ten sam obiekt - przedmiot kultu, wyświęca siebie - dzieło sztuki. Jeżeli jakikolwiek krzyż reprezentuje (zawiera) wszystkie krzyże, to reprezentuje (zawiera) także siebie. Tymczasem każdy konkretny krzyż, który by reprezentował siebie, musiałby z mocy tej reprezentacji - odniesienia do siebie - przesłaniać wyznawcom Boga prawdziwego. Wynika stąd, że ustalenie sądu jest świętokradcze. Nie wiem na czym polegała konstrukcja kontratypu sztuki proponowana przez obronę, ale mam wrażenie, że musiało tam chodzić o wyodrębnienie tak lub inaczej zwerbalizowanego - tego samego - paradoksu.

Jakim cudem sądowi udało się skonstruować tak kuriozalną wersję paradoksu kłamcy, będącą wszak logiczną podstawą uzasadnienia wyroku? Ano poprzez nadużycie teo-logiczne. Nadużycie bardzo niebezpieczne nie tylko w sprawach religijnych, przed którym Kościół raz po raz przestrzega. Sąd uznał mianowicie, że w katolickiej Polsce pojęcie, symbol i każdy kształt krzyża zawsze odbierane są jednoznacznie, jako przypisane Chrystusowi, a więc wszystko, co w tym kraju wiąże się z krzyżem może być prawdziwe tylko na jeden sposób - jako przedmiot kultu religijnego - jako znak i formuła prawdy - odniesiona nawet do samej siebie - do każdego przejawienia siebie: w pojęciu, w znaku, w symbolu i kształcie. W rezultacie, jak już wykazałem, krzyż - obiekt sztuki - lży siebie - obiekt kultu, ale jednocześnie krzyż - obiekt kultu - wyświęca siebie - obiekt sztuki. Pośrednikami w tym lżeniu i wyświęcaniu są: LPR i sąd.
Dla tego błędnego koła nie ma żadnego znaczenia, jaką fotografią jakiej części ciała ludzkiego posłużyła się artystka, ponieważ błędne koło dotyczy rozumowania, a nie odczuwania. Jeżeli zaś chodzi o odczuwanie, to gdyby sąd nie uznał, że krzyż z instalacji jest przedmiotem kultu, musiałby sprawę oddalić z powodu prawa artystki do wolności tworzenia. Mógłby co najwyżej pouczyć członków LPR, by modlili się raczej nie w galeriach sztuki, a w miejscach bardziej stosownych. Sprawa tytułu instalacji - "Pasja" - także nie ma znaczenia, bo dla błędu w rozumowaniu nie ma znaczenia fakt, jak artystka odnosi się do zasobów chrześcijańskich. Źródłem błędu jest wyłącznie utożsamienie konkretnego obiektu sztuki z przedmiotem kultu. Takie ustalenie jest zwykłym bałwochwalstwem.
Krzyż liturgiczny, nawiasem mówiąc, nie ma kształtu i nie tyle oznacza, co jest: męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Chrytusa, a w Nim każdego wierzącego.

Nieco inne podejście:
Rozumiem, że jeżeli wszyscy ludzie są śmiertelni, a Arystoteles jest człowiekiem, to wynika stąd, że Arystoteles także jest śmiertelny. Aby jednak można było takiego sylogizmu użyć w stosunku do tego lub innego krzyża, należałoby udowodnić nie to, co zakłada sąd, mianowicie: "nie ulega wątpliwości iż w warunkach polskich, w Polskim kręgu cywilizacyjnym, krzyż kojarzy się jednoznacznie jako związany z męczeńską śmiercią Chrystusa" - ale że wszystkie krzyże bez wyjątku są "w Polskim kręgu cywilizacyjnym" przedmiotem kultu religijnego [Nawiasem mówiąc nie wiem, co to jest "Polski krąg cywilizacyjny" - słyszałem o polskiej kulturze, ale nie słyszałem o polskiej cywilizacji]. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że nawet w Polsce nie wszystkie krzyże są przedmiotami kultu. Na przykład nie są przedmiotami kultu popularne kolczyki w kształcie krzyża. Czy Liga Polskich Rodzin oskarżyła kiedykolwiek producentów takich kolczyków? NIE. Zatem krzyże w uchu lub w nosie nie obrażają uczuć religijnych tych ludzi. Czy LPR obdarza krzyże w uszach czcią religijną? Tego nie wiem, ale na pewno nie wszyscy polscy katolicy obdarzają czcią krzyże w cudzych uszach. Ergo, ponieważ nawet w Polsce istnieją takie krzyże, które nie są przedmiotami kultu religijnego, to podporządkowanie kultowe krzyża z instalacji symbolowi religijnemu jest nieuprawnione.

Przypuszczam, że sylogizm wykorzystany niejawnie przez sąd brzmiał mniej więcej tak: "Skoro krzyż jest przedmiotem kultu a obiekt z instalacji jest krzyżem, przeto obiekt z instalacji jest przedmiotem kultu".
Ponieważ na sali sądowej zabrakło biegłego  w teologii, który by zdołał rozstrzygnąć, czy ci, co wierzą w Trójcę Świętą mogą adorować jakiś krzyż w jakiejś galerii, musimy sobie poradzić sami.
W POLSKIEJ ADAPTACJI KATECHIZMU KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO dla dorosłych [Wydawnictwo WAM - Księża Jezuici, Kraków 1999], w rozdziale czwartym Inne celebracje liturgiczne, w artykule8 Sakramentalia, czytamy: "(...) Do sakramentaliów należą konsekracja lub poświęcenie Kościoła, cmentarza, ołtarza, kielicha, dzwonów, szat liturgicznych, świętych olejów, krzyży, różańców, medalików, obrazów, wody, świec, pokarmów, ziół, pojazdów, mieszkań oraz wiele innych rzeczy i sytuacji, które chcemy uświęcić bliskością Boga (...)". W ten sposób Chrześcijanin przygotowuje się w codzienności do przyjęcia łaski uświęcającej i udziału w zbawieniu. Jednak konkretny, poświęcony nawet krzyż, podobnie jak poświęcony samochód, nie mogą być przedmiotami ani kultu ani adoracji.
    Gdyby Dorota Nieznalska przykleiła zdjęcie męskich genitaliów na szybie samochodu, to czy obraziłaby uczucia religijne członków Ligi Polskich Rodzin, ponieważ ich samochody zostały, w co nie wątpię, poświęcone?
    Sąd uznał, że konkretny krzyż Nieznalskiej był w galerii przedmiotem kultu. Musiał więc być adorowany. W Małym Słowniku Teologicznym [Karl Rahner, Herbert Vorgrimler, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1987] czytamy:
ADORACJA:
Słowem "upaść (przed kimś)" określa Nowy Testament dość często cześć oddawaną komuś znacznemu. W ramach teologii nowotestamentowej określenie to oznacza prawdziwą adorację składaną Bogu (jako podstawowy przejaw religijnego aktu w ogóle) i Kyriosowi, Jezusowi Chrystusowi; Kyrios okaże ją - według słów Apokalipsy - całe stworzenie, zaś Bóg będzie - zgodnie z 4 rozdz. Ewangelii według św. Jana - odbierał ją już nie tylko na określonym miejscu, lecz także w Duchu i prawdzie, a według Pawła i Listu do Hebrajczyków - w prawdziwym domu Bożym, w gminie, jako ciele Jezusa Chrystusa, zebranej na uroczyste obchodzenie Uczty Pańskiej. Dogmatyka, aby zapobiec nieporozumieniom, podkreśla, że adoracja przysługuje tylko Bogu. W adoracji w swoisty sposób realizuje się "adorujący" aspekt wszelkiej religijnej postawy wobec Boga - uznanie nieskończonej różnicy między Bogiem a stworzeniem, uznanie świętości i władzy Boga; uznanie to może być czysto wewnętrzne albo też wyrażane za pomocą kultycznych gestów, jednakże niezależnie od tego rozróżnienia winno ono przybierać realny kształt w życiu praktycznym. Każdy akt adoracji odnosi się do osoby Boga, oczywiście w jej całej konkretności (człowieczeństwa Jezusa, obecności w Eucharystii). Nie można i nie powinno się adorować świętych, obrazów i przedmiotów; mogą one jednak być pomocą psychologiczną w prawdziwej adoracji Boga". Krzyż nie jest przedmiotem kultu.

Pamiętamy bajkę o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach?
- Kto jadł z mojej miseczki? Kto pił z mojego kubka? Kto jest najpiękniejszy na świecie? - Dręczące pytania. Liga Polskich Rodzin uznała, że Nieznalska je z ich miski i pije z ich kubka. Z ich krzyża.

Dużo jeszcze można by pisać. Sam ten tekst jeszcze nie jest całkiem spójnym wywodem. Na koniec pragnę zauważyć, że widząc sekciarskie zachowania fanatyków z Ligi Polskich Rodzin, cieszę się, iż Konstytucja Unii Europejskiej odwołuje się raczej do tradycji greckiej niż chrześcijańskiej. Przecież Septuaginta pisana była w języku greckim - odwołanie do tradycji greckiej nie umniejsza więc owoców chrześcijańskich, ale nie spycha na margines innych tradycji, jak hinduizm, islam, judaizm, czy skromniejszych, takich choćby jak tradycja otwartego dialogu kulturowego, a w szczególności artystycznego, który to dialog według pojmowania tradycji chrześcijańskiej przez LPR byłby niemożliwy. [30.07.2003]

[Jan Piekarczyk]


źródło: Galois



< < < do strony głównej < < <