Rozprawa dziewiąta, 29.06.05 godz 12.30, sala 43, Sąd Rejonowy w Gdańsku, ul.Nowe Ogrody 30


Trwało przesłuchiwanie świadków oskarżenia (19 osób).



Proces Doroty Nieznalskiej

 sz 29-06-2005, ostatnia aktualizacja 29-06-2005 19:40

Pracodawca polecił mi przybyć na miejsce wystawy celem zbadania rzeczywistości faktycznej zgłoszonej przez interweniującą ludność. Po przybyciu okazało się, że wystawa jest w fazie rozebranej i trwały prace likwidacji - tak w procesie Doroty Nieznalskiej zeznawał Jacek Głowacz, członek zarządu województwa pomorskiego.

W 2002 roku Głowacz był szefem biura poselskiego Roberta Strąka. Jest on jedną z osób, których uczucia religijne miały zostać urażone częścią instalacji Nieznalskiej "Pasja". Zeznając w środę 29 czerwca w sądzie w charakterze świadka, Głowacz przyznał się, że bezpośrednio krzyża z umieszczonym na nim zdjęciem męskich genitaliów nie widział. Wie o nim "z codzienników i telewizji".

- Na wystawę przybyłem na polecenie pracodawcy posła Roberta Strąka. Polecił mi przybyć na miejsce wystawy celem zbadania rzeczywistości faktycznej, zgłoszonej przez interweniującą ludność. Po przybyciu okazało się, że wystawa jest w fazie rozebranej, trwały prace likwidacji - mówił Głowacz. - Od siebie mogę dodać, że krzyż z męskimi genitaliami został jako przedmiot religijny znieważony. Tym samym uczucia katolików zostały nadszarpnięte. To wszystko.

Na środowej rozprawie nie zjawiła się odpowiadająca z wolnej stopy Dorota Nieznalska ani oskarżyciel posiłkowy Tomasz Pączek. Sędzia Marcin Kradziecki zdecydował jednak kontynuować proces bez nich.





Kolejne terminy rozpraw (o tym czy się odbędzie decyduje się w momencie rozpoczęcia):

05.07.05 godz 8.30 sala nr 43

06.07.05 godz 12.30 sala nr 43

08.07.05 godz 12.00 sala nr 43



Obrońca Doroty Nieznalskiej, mecens Wojciech Cieślak został wybrany najlepszym adwokatem - karnistą w regionie Pomorskim w rankingu Rzeczpospolitej!!!


Rozmowa | Granice wolności artystycznej

Sprawa, która powinna być ostrzeżeniem

Rz: Jest pan obrońcą w głośnych sprawach. Wystarczy wspomnieć proces Doroty Nieznalskiej o obrazę uczuć religijnych oraz proces Andrzeja Gołoty o pobicie. Skąd taka popularność u sławnych osób?

WOJCIECH CIEŚLAK: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. W tym, iż te właśnie osoby zwróciły się do mnie z propozycją podjęcia się ich obrony, niemała jest zasługa mojego partnera, mecenasa Tomasza Kopoczyńskiego, który był swego rodzaju "adwokatem pierwszego kontaktu". Może jest też w tym nieco przypadku.
Z pewnością jednak obie sprawy należą do najciekawszych, i to nie tylko z uwagi na osoby oskarżonych. Przecież proces Doroty Nieznalskiej prowokuje wręcz do dyskusji o hierarchii wartości we współczesnym społeczeństwie oraz granicach wolności wypowiedzi. A z pozoru mało skomplikowane postępowanie przeciwko Andrzejowi Gołocie, oskarżonemu o uszkodzenie ciała, także nie jest pozbawione interesujących dla prawnika kwestii. Nie tylko w płaszczyźnie dowodowej, lecz także z uwagi na nietypową sytuację. Po odstąpieniu bowiem prokuratora od oskarżenia, przy braku zainteresowania pokrzywdzonego, sąd z własnej inicjatywy docieka, czy doszło do narażenia pokrzywdzonego na niebezpieczeństwo utraty życia. No bo jest domniemanie, że sprawcą był zawodowy bokser, osoba szczególnie groźna z uwagi na swe profesjonalne umiejętności. Ta sprawa nie jest jeszcze zakończona.

W procesie Nieznalskiej, która powiesiła zdjęcie męskich genitaliów na krzyżu, broni pan gdańskiej artystki przed zarzutem obrazy uczuć religijnych. Gdzie kończy się swoboda artystycznej wypowiedzi?

Myślę, że granice swobody wszelkiej wypowiedzi, nie tylko artystycznej, wyznaczają uzasadnione uprawnienia, interesy innych ludzi. Ochronie tych wartości służą te normy kodeksu karnego, które przewidują karalność znieważenia osoby lub przedmiotu czci religijnej. Pytanie jednak, czy Dorota Nieznalska popełniła przypisywane jej przestępstwo. Teza prokuratury jest prosta: zaprezentowane przez artystkę dzieło spotkało się ze sprzeciwem grupy osób. Zwróciły się one do prokuratury, dowodząc, iż wymowa dzieła jest w ich odczuciu zniewagą symboli i wartości, jakie wyznają. Zupełnie pominięto fakt, iż bulwersujące zestawienie obu elementów to tylko fragment wystawy, który należy zanalizować w kontekście wymowy całości pracy. Oskarżyciel nie zaprzątał sobie także głowy intencjami towarzyszącymi artystce przy konstruowaniu pracy.
I tak proste przesłanie dzieła, czyli zaakcentowanie dystansu autorki do przyjętego przez część młodych mężczyzn wzorca samca-kulturysty, ćwiczącego swe ciało w pocie i znoju, odczytano jako atak na religię katolicką.

Czy prawo karne przewiduje możliwość skazania artysty na więzienie, jeśli komuś nie spodoba się wystawa?

Oczywiście, że nie. Nie na więzienie za naruszenie upodobań estetycznych innej osoby. Jednak trudno mówić o swoistym immunitecie, jaki miałby przysługiwać artystom, i trudno także nie oczekiwać od nich wrażliwości na poglądy czy zapatrywania tych, którzy artystami nie są. Sprawa przeciwko Dorocie Nieznalskiej powinna być jednak ostrzeżeniem. Dla ambitnych polityków, aby szukając popularności, nie grali instrumentami, jakie ma do dyspozycji prawo karne. Dla prokuratorów, aby tychże narzędzi używali z rozwagą i umiarem. Dla wszystkich, aby głosząc bliskie nam poglądy, nie skrzywdzić innego człowieka. Nieprzestrzeganie tych wskazań prowadzi do konfliktów, które trudno rozwiązywać, czy to na sali sądowej, czy poza nią.

Rozmawiał Mateusz Rzemek

Rzeczpospolita, 22 czerwca 2005




  <   <   <