Dorota Nieznalska czeka na wyrok

Rozmawiał Sebastian Łupak 03-03-2003,

Kończy się proces Doroty Nieznalskiej. Sędzia ma przesłuchać ostatnich świadków oraz wysłuchać mów oskarżyciela i obrońcy. Z paragrafu 196 kodeksu karnego artystce grożą dwa lata więzienia za obrazę uczuć religijnych.

Sebastian Łupak: W marcu w Krakowie pokaże Pani nową pracę na festiwalu teatralnym Reminiscencje. Powstała po długiej przerwie...

Dorota Nieznalska: Ten rok był dla mnie stracony. Zablokowałam się psychicznie. Zadawałam sobie pytanie, czy jest sens, żeby coś robić, skoro moje idee spotykają się z takim niezrozumieniem, a nawet pragnieniem ukarania mnie. Wielu młodych artystów nie jest pewnych, czy ich przekaz jest czytelny. Nawet dojrzali artyście mają z tym problem. Boli ich najmniejsza krytyka, a co dopiero rozprawa sądowa. Pomyślałam jednak, że wycofanie się równałoby się przyznaniu do winy. Potrzebowałam czasu, żeby uspokoić nerwy. Nie trwało to na szczęście długo. Teraz znów czuję eksplozję, radość tworzenia kolejnej pracy. Nie mogę przekreślać sobie życia. Jestem zdesperowana, by dalej tworzyć.

Czy ostatnie pół roku przeżyła Pani w strachu?

- Na początku czułam strach. Długo przygotowywałam się psychicznie na salę rozpraw. Ale jednocześnie wiedziałam, że stoi po mojej stronie wielu artystów, którzy liczą na moje słowa. Potem zaczął się proces. Po prawej stronie sąd, po lewej widownia z Ligi Polskich Rodzin, przed moimi plecami adwokat. Odbieram to jak spektakl teatru absurdu. Wierzyć mi się nie chciało, że tak łatwo trafiłam na ławę oskarżonych.

Myślała Pani, żeby zmienić zawód? Zostać np. nauczycielką wychowania plastycznego?

- Przed procesem udzielałam się w międzyszkolnym ośrodku kulturalnym dla dzieci w Gdańsku. Organizował on spartakiady sportowe i konkursy plastyczne. Rozpisywano konkursy w szkołach, a ja byłam jednoosobowym jury. Potem był cały ceremoniał, wręczanie nagród najlepszym, wystawy na terenie ośrodka. To była dla mnie wielka frajda. Ale kiedy zaczął się proces, ośrodek zrezygnował z moich usług. Nawet do mnie nie zadzwonili. Po cichu znaleźli kogoś innego. Więc uczenie dzieci raczej odpada. Tak naprawdę o zmianie zawodu nigdy nie myślałam. Z wykształcenia jestem magistrem rzeźby i niech tak zostanie.

Ile trwała ta przerwa w tworzeniu?

- Ostatnią instalację - "Stygmaty" - zrobiłam w kwietniu zeszłego roku. Przerwa trwała do grudnia, czyli w sumie 8 miesięcy. Nie miałam za co żyć. Byłam wykluczona z obiegu. Rok wcześniej miałam 11 wystaw, leciałam galopem. Za realizacje wystaw dostaje się przecież honoraria autorskie. A tu przyszedł moment zastopowania i braku pieniędzy. Poradziłam sobie jednak.

Czuła się Pani samotna? Skąd przychodziła pomoc?

- Dostałam mnóstwo e-maili podnoszących na duchu, w rodzaju: "Dorota, nie załamuj się!" To było strasznie ważne i pomogło mi przetrwać. Oczywiście były też takie z wyzwiskami, groźbami i żądzą mordu na mojej osobie. Musiałam się zahartować. Na szczęście kuratorzy, artyści i krytycy sztuki pisali petycje w mojej obronie. Pomógł mi nawet minister kultury Waldemar Dąbrowski. Kiedy przyjechał na zakończenie festiwalu filmów fabularnych do Gdyni, zaprosił mnie do hotelu na kawę. Chciał porozmawiać o mojej sprawie i sytuacji trójmiejskich galerii. Zapewnił, że jako minister kultury nie da mnie skrzywdzić.

Co pokaże Pani w Krakowie?

- Instalację "Oto ciało moje"...

To cytat z Pisma św...

- Tak, ale w tej pracy nie będzie żadnych symboli religijnych.

Może więc LPR osiągnęła swoje i do końca kariery będzie Pani towarzyszył strach, kontrolujący Pani pomysły?

- Wprowadzenie takiej autocenzury to dla artysty najgorsza rzecz! Mam pewne moralne ograniczenia, wyznaję pewne zasady, ale nie mogę zakładać jako wolny człowiek i wolny twórca, że będą miały na mnie wpływ ograniczenia zewnętrzne. Właśnie o to toczy się cała walka w sądzie: żeby zastraszyć artystów, pokazać im, że też mogą trafić na ławę oskarżonych za swoje wizje artystyczne. Dodam, że pokazywana w kwietniu instalacja "Stygmaty" ponownie wykorzystywała symbol krzyża i inne motywy religijne. Religia wciąż jest moją inspiracją i nie mam zamiaru tego zmieniać.

Czy LPR Panią wypromowała?

- Sami chcieli nakręcić sobie popularność przed wyborami samorządowymi, ale im się nie udało, bo sędzia przedłużył proces. Rzeczywiście, zaczęłam teraz dostawać więcej zaproszeń na wystawy. Z drugiej strony boję się, że będę miała trudności z otrzymaniem pieniędzy z budżetu miasta na kolejne projekty.

Gdzie jest teraz "Pasja"?

- "Pasja" jest aresztowana w sądzie, ale w przypadku uniewinnienia zostanie mi zwrócona.

Pokaże ją Pani jeszcze kiedyś?

- Nie wykluczam tego. Jeżeli będą propozycje, to oczywiście. Dziennikarze i krytycy sztuki prowadzący internetowe pismo o sztuce "Raster" informowali mnie, że podobno są chętni do kupna "Pasji". Na ile ją wyceniam? 3,5 tysiąca. Z drugiej strony słyszałam głosy żądające spalenia "Pasji", co podobno miałoby być swoistym katharis. Ci ludzie mają nadzieję, że skoro nie można spalić mnie, to może chociaż uda się spalić pracę.

Czy to prawda, że na temat Pani procesu napisano sztukę?

- Tak, napisali ją aktorzy teatru Kreatury z Gorzowa Wielkopolskiego. Nie mogłam niestety jechać na premierę, ale wiem, że są plany wystawienia jej w gdańskim teatrze edukacji Wybrzeżak. Teatr Kreatury zaoferował mi pracę scenografa, podobnie jak Teatr Polski z Bydgoszczy. W foyer bydgoskiego teatru pokazałam w lutym wystawę "Dominacja". Nawiązywała ona bezpośrednio do treści wystawianej tam sztuki "Kształt rzeczy", opowiadającej o manipulacji drugim człowiekiem poprzez sztukę i zadającej pytanie o granice i sens sztuki.

Mam nadzieję, że proces już się zakończy. Czekanie to męka. Jestem życiową optymistką. Mimo że moja sztuka doszukuje się ludzkiego zła, to moje osobiste kontakty z ludźmi opierają się na zasadzie przyjaźni, otwarcia a nie wrogości. Z wrodzonego optymizmu zakładam więc, że będę uniewinniona. Ponieważ jestem niewinna.

< < < do strony głównej < < <