Rozprawa czwarta, 3 marca 2003, Sąd Rejonowy w Gdańsku, ul. Nowe Ogrody 30, sala nr.243, godz. 12.00

Rozprawa czwarta zaczęła się od "bitwy o flagę", którą stoczyła Liga Polskich Rodzin z sądem. Działacze LPR zasiedli na sali z flagami narodową i biało-niebieską, co prowadzący rozprawę uznał za naruszenie powagi sądu. Działacz poproszony o zdjęcie flagi wdał się w pyskówkę z sądem i został wezwany do opuszczenia sali, czego nie chciał uczynić, ani podać swojego nazwiska. Gdy w drzwiach pojawiła się Policja, zdecydował się wyjść o własnych siłach. Jeszcze kilkakrotnie sędzia będzie musiał przywracać spokój na sali i czynił to zawsze równie zdecydowanie i skutecznie.

W tym zdarzeniu symbolicznie (o symbolach będzie jeszcze mowa) ukazują się cechy ugrupowania które oskarża Nieznalską i próbuje skrępować wolność kultury. To absolutna odmowa zrozumienia sytuacji tworzonych przez ład demokratyczny. Nie pojmują, że sąd jest niezależny i wydaje wyroki według praw jednakowych dla wszystkich, jak i tego że sztuka jest przestrzenią wypowiedzi w otwartej debacie kulturowej. Nie akceptują, że w polskim sądzie nie można machać polską flagą, jak i tego że artysta może posłużyć się w sztuce dowolną ikonografią. I nie można ani sądu ani sztuki poddać kontroli ideologicznej. Cała ideologia sprowadza się do kilku sloganów narodowych i religijnych które trafiają do odpowiednio prostych umysłów. Następnie pojawiają się cyniczni politycy którzy wykorzystują ten typ myślenia dla zdobycia władzy. Wytwarzają w umysłowości tych ludzi mentalność oblężonej twierdzy. Stąd też inna cecha - tajność, niemal masońska, wyrażająca się niechęcią do ujawnienia tożsamości, fotografowania i generalnie do mediów które służą jawności.

Rozprawa była dalszym ciągiem składania zeznań przez świadków oskarżenia (Jacek Głowacz, Jerzy Krechowicz, Grzegorz Sielatycki) i obrony (Aneta Szyłak).

Jacek Głowacz, obecnie pracownik Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, w czasie gdy LPR inicjowało aferę Nieznalskiej, pracownik biura poselskiego Roberta Strąka. Poproszony przez sąd (tak jak wszyscy świadkowie) by powiedział co mu wiadomo w tej sprawie, recytuje lekcję wykutą na blachę, podaje fakty wraz z datami i godzinami, jakby czytał z naszej strony internetowej. Mówi, ze stawił się w galerii ze swoim pracodawcą Strąkiem na wystawę "jak się później okazało Nieznalskiej".

Grzegorz Sielatycki "Sielek" - obecnie radny miasta Gdańska, wtedy szef lokalnej bojówki Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji która szczyci się tym, że jest starsza od Hitler-Jugend oraz dyrektor biura poselskiego Gertrudy Szumskiej. Zeznaje, że po telefonach od wyborców poinformował Szumską, Strąka i innych. Znaczy to, że z telefonów dowiedział się o wystawie od ludzi którzy o tym przeczytali w gazecie lub usłyszeli w telewizji i postanowił w porozumieniu z posłami LPR zorganizować najście posłów i bojówkarzy na galerię Wyspa. Bez inspiracji posłów nie zostałaby uruchomiona bojówka Młodzieży Wszechpolskiej i nie doszło by do ataku na galerię i artystkę.

Tu do akcji włączył się z oddaniem służący sprawie policjant Pączek, który korzystając z przywileju oskarżyciela posiłkowego, do której to roli zgłosił się ochotniczo na poprzedniej rozprawie, próbował zadawać pytania mające odmalować obraz dramatycznego oburzenia wyborców dzwoniących do biura Szumskiej. Na co obrońca przytoczył dwa cytaty z forum portalu Trójmiasto.pl na temat afery w galerii Wyspa z 22 stycznia 2002:
"Młodzież Wszechpolska z LPR
Cel akcji udał się galeria Wyspa została zamknięta. Po tym jak poinformowałem prasę TV i radio że za godzine bedzie akcja przeciwko brukaniu krzyża, "artystka" go zdjęła (chyba dostała cynk). Ale i tak tam wpadliśmy. Medialnie było nieźle TVN, TVP wszystkie gdanskie redakcje prasowe i radiowe. W czasie gdy posłowie Strak i Szumska udzielali wywiadu odnaleźliśmy krzyż i zaczeliśmy odlejać papier w który był zawinęty.I nagle pojawiła się jakaś brzydka pryszczata panna, która zaczęła na nas drzeć morde. Jak się okazało była to autorka wystawy Dorota Nieznalska (cóz za nazwisko...), która po kilku naszych tekstach ...popłakała się. O akcji mówiono w Radio Maryja także o MW!), Radio Gdańsk, Puls,Trefl, ma być na ten temat czat na Wybiórczej. Udziliłem wywiadu TVP Gdańsk (zobaczymy czy puszczą). Medialnie nieźle ale było by lepiej jakbyśmy tą wystawę zdemolowali...no ale nie było czego. GS
Autor: sielek sielek1@wp.pl 2002-01-22 09:15"

"Sielek
Rozpieprzymy każdą podobną wystawę w Trójmieście ...a każdego artystę powiesimy...Zajrzyjcie na naszą stronę www.mwpomorze.w.pl...A sprac nas nie jest tak łatwo
Autor: Sielek sielek1@wp.pl 2002-01-22 12:13"
[Zobacz całość dyskusji w której Sielek zabiera głos jeszcze kilkakrotnie]

Sielatycki zeznał, że to nie jego wypowiedzi i że ktoś się pod niego podszył, co potwierdził kilka razy. Ponoć wysłał na stronę internetową sprostowanie, ale nie pamięta kiedy i w jakim miejscu zostało zamieszczone. Dziwne, bo gdy jakiemuś normalnemu człowiekowi ktoś kradnie tożsamość i wkłada w usta słowa które są samooskarżeniem o przestępstwo kryminalne, to zapewne ten ktoś pamiętałby takie zdarzenie do końca życia, zwłaszcza to jak i kiedy przeciw temu protestował. Chyba że Sielatyckiemu kradną tożsamość kilka razy dziennie i już przywyknął. Dziwna to niepamięć u działacza politycznego i prawnika. Chyba że zaślepiła go duma z dokonanego czynu poparta poczuciem bezkarności wynikającym z błogosławieństwa jakie tej akcji udzielili jego mocodawcy polityczni, posłowie na Sejm Polski, Szumska i Strąk. Sielatycki nie myli się w jednym - robienie zadym i atakowanie sztuki to droga do kariery politycznej. Ale ten wzorzec również zaczerpnął od swoich mocodawców z LPR. Radny miasta Gdańska, prawnik, zeznając przed sądem pod przysięgą po prostu kłamie a czyni to ewidentnie bezczelnie, nie maskując się zbytnio, bo jest pewien poparcia stojącej za nim grupy, obecnych na sali posłów i lokalnych urzędników.

Jerzy Krechowicz, profesor ASP Gdańsk, wtedy rektor tej uczelni, uczynił ze swego zeznania monodram okraszony długimi filipikami. Mógł sobie na to pozwolić, gdyż sąd ze względu na jego podeszły wiek oraz status profesora nie mógł zbyt brutalnie przywoływać go do porządku. Trudno też zgadnąć co z jego potoku słów udało się zapisać protokolantce. Swoją wypowiedź zaczął od postawienia tezy, że cała afera Nieznalskiej jest produktem mediów, a zwłaszcza jednej "najgłupszej dziennikarki na Wybrzeżu" (chodzi o Annę Urbańczyk, od której artykułu w lokalnej Wyborczej zaczęła się afera i zainteresowanie LPR sztuką współczesną). Powiedział, że mówimy o faktach medialnych a nie rzeczywistych, z czym trudno się nie zgodzić zważywszy że niemal nikt nie widział inkryminowanej pracy ani innych prac Nieznalskiej i nie posiada orientacji w zagadnieniach sztuki współczesnej. Niechętnie formułował swój stosunek do wystawy "Pasja". Przymuszany przez sąd określił go jako ambiwalentny, ale nie dopatrzył się w niej obrazy uczuć religijnych. Odwołał także swoje zeznania zapisane w protokole. Rozmowę w prokuraturze określił jako pogawędkę towarzyską a nie wiążące go zeznanie. Powiedział, że zamknięcie galerii Wyspa nie ma nic wspólnego ze sprawą Nieznalskiej, ale było wynikiem niskiego poziomu pokazywanych tam prac. Jeżeli ta opinia jest prawdziwa, to jest jeszcze gorzej. O ile strach władz uczelni przed kłopotami powodowanymi działalnością galerii jest jakoś wytłumaczalny chęcią świętego spokoju w swoim gniazdku, choć bez wątpienia jest to postawa kunktatorska i koniunkturalna, nie sprzyjająca sztuce oraz własnym studentom i pracownikom i uczelni. To opinia o słabym poziomie galerii jest krzywdząca i nieprawdziwa. Galeria Wyspa miała w całej Polsce renomę miejsca ciekawych i nowatorskich poczynań artystycznych. Gdańska ASP słynęła tym co robiła Wyspa a nie sztuką prof. Krechowicza. Zamknięcie Wyspy i zniszczenie skupionego wokół niej środowiska to największy błąd jaki ta uczelnia mogła popełnić. Teraz Krechowiczowi wstyd, że może być posądzony o działanie pod dyktando LPR a przeciw sztuce. Być może sytuacja była pretekstem do zadania ciosów w wojence wewnątrz ASP, a jeżeli tak, to wykorzystanie oręża podsuniętego przez LPR było posunięciem fatalnym dla wizerunku ASP i samego Krechowicza.

Aneta Szyłak, jedyna osoba która znała od początku pracę "Pasja" i uczestniczyła w przygotowaniu wystawy. Najpierw z wdziękiem niedostępnym posłom i działaczom LPR opisała pracę Nieznalskiej (wszyscy byli o to pytani i ten konkurs wygrała zdecydowanie Aneta). Wskazała przy tym na konsekwencję w twórczości Nieznalskiej, dowodząc, że praca "Pasja" to nie wynik jednorazowej chęci zaistnienia przez skandal. Następnie usiłowała objaśnić specyficzny charakter galerii Wyspa jako miejsca eksperymentu i spotkań środowiskowych a nie publicznych. Tu tłumaczenie wypadło średnio bo jak wyjaśnić komuś niewciągniętemu w realia funkcjonowania sztuki, że jakieś miejsce nie jest publiczne a zarazem każdy może tam wejść. Wyobrażenie tego sądowi wymagałoby sporej inwencji literackiej. Gorzej udały się wywody o symbolice krzyża, choć Aneta podkreślała powszechność, różnorodność i odwieczność występowania tego symbolu w kulturze. Fatalnie wypadło porównanie symboliki krzyża greckiego (równoramiennego) i łacińskiego. Ale tu sąd powinien zwrócić się z pytaniem do specjalisty od ikonografii. Taką wiedzę mają historycy sztuki i od Anety trudno jej wymagać. Tymczasem właśnie wniosek obrony o powołanie biegłego z zakresu historii sztuki sąd odrzucił. Przypomnijmy: pomijając różnice w dogmatach wiary, najogólniej krzyż Chrześcijan zachodnich przypomina antyczne narzędzie tortur i podkreśla cielesną i ziemską stronę Chrystusa oraz wagę zbawienia przez mękę, podczas gdy kościół wschodni jest bardziej mistyczny, uduchowiony i abstrakcyjny a krzyż równoramienny symbolizuje bardziej istotę, centrum i ta symbolika jest zarazem mocno archaiczna i uniwersalna, spotkana we wszystkich religiach i kulturach świata. Ale żaden szanujący się specjalista nie udzieliłby odpowiedzi na pytanie sądu skierowane do Anety, co byłoby symbolem chrześcijaństwa gdyby Chrystus został utopiony a nie ukrzyżowany. Odpowiedziałby zapewne, że każda kultura ma swoje sposoby wykonania kary głównej, zróżnicowane w stosunku do winy i statusu oskarżonego, i ten obyczaj zmienia się z czasem. Wtedy na tym obszarze kulturowym, tak wymierzano tę karę takim osobom za takie przestępstwa i wobec tego Chrystus nie mógł zostać zabity w inny sposób. Choć może wiedza fachowa nie ma tu znaczenia, a szkoda bo edukacyjny wymiar procesu byłby jakimś jego sukcesem, ale zapewne sąd chciał wyciągnąć z Anety czy w jej myśleniu podczas przygotowań do wystawy mogło postać podejrzenie wywołania obrazy i czy z taką świadomością wystawa została pokazana, mimo twierdzenia przez nią, że nie dostrzegała w pracy żadnych znamion potencjalnej obrazy (przypomnijmy nie dostrzegł jej też prezydent miasta i Wydział Kultury którzy sfinansowali wystawę).

Sąd odrzucił także wniosek obrony o zrekonstruowanie instalacji "Pasja", znów szkoda, bo czyjeś uczucia można obrazić w konfrontacji bezpośredniej z dziełem, a tak rozmawiamy tylko o tym, o czym wiemy że mogłoby nas obrazić. Ponadto przy pewnym obyciu ze sztuką do orientacji w niej wystarcza reprodukcja, ale nic nie zastąpi kontaktu z oryginałem i powstałe wtedy wrażenia mogą zmienić ocenę dzieła. Przepadł także wniosek Pączka o powołanie biegłego z socjologii religii, który, jak miał on nadzieję, stwierdzi iż sztuka Nieznalskiej mogła oddziaływać na społeczeństwo, a szczególnie takie jak Polskie, w sposób prowokujący. Ten cel by się nie udał, bo poważny naukowiec nie sformułuje takiej jednoznacznej opinii. Przydałby się także historyk religii i antropolog religii. Ogrom potrzebnej tu wiedzy świadczy o tym, że kontekstem instalacji Nieznalskiej jest bardzo obszerny kompleks zjawisk kulturowych a sztuka jest usytuowana wewnątrz poważnego dyskursu kulturowego, a także o tym, że kultura jest czymś znacznie bardziej skomplikowanym niż widzi to LPR i dowodzi, że nieskrępowana debata wewnątrzkulturowa jest sprawą niezwykle delikatną i ważką i nie można jej oddać w chciwe władzy ręce manipulatorów politycznych.





-------- Original Message --------
Subject: sprostowanie
Date: Wed, 14 Jun 2006 16:50:16 +0200
From: "Grzegorz" < sielek1@wp.pl >
To: < qq2001@free.art.pl >


Witam!

W imieniu Stowarzyszenia Młodzież Wszechpolska proszę o usunięcie nieprawdziwych informacji zamieszczonych stronie http://spam.art.pl/_old/nieznalska/rozprawa4.html

Chodzi o następujący fragment
"Grzegorz Sielatycki "Sielek" - obecnie radny miasta Gdańska, wtedy szef lokalnej bojówki Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji która szczyci się tym, że jest starsza od Hitler-Jugend oraz dyrektor biura poselskiego Gertrudy Szumskiej. Zeznaje, że po telefonach od wyborców poinformował Szumską, Strąka i innych. Znaczy to, że z telefonów dowiedział się o wystawie od ludzi którzy o tym przeczytali w gazecie lub usłyszeli w telewizji i postanowił w porozumieniu z posłami LPR zorganizować najście posłów i bojówkarzy na galerię Wyspa. Bez inspiracji posłów nie zostałaby uruchomiona bojówka Młodzieży Wszechpolskiej i nie doszło by do ataku na galerię i artystkę."

oraz

"Radny miasta Gdańska, prawnik, zeznając przed sądem pod przysięgą po prostu kłamie a czyni to ewidentnie bezczelnie, nie maskując się zbytnio, bo jest pewien poparcia stojącej za nim grupy, obecnych na sali posłów i lokalnych urzędników. "

1.Grzegorz Sielatycki nigdy nie był szefem lokalnej bojówki MW - bo nigdy takiej bojówki nie było
2.MW nigdy nie szczyciła się tym że jest starsza od Hilterjugend
3.Nie było najścia żadnych bojówkarzy ani bojówki MW na galerię Wyspa - jedyną osobą z MW która była w Galerii Wyspa był Grzegorz Sielatycki.
4.Co ma znaczyć "Sielek"


W związku z powyższym proponuje następujący tekst :

"Grzegorz Sielatycki - obecnie radny miasta Gdańska, wtedy szef lokalnej Młodzieży Wszechpolskiej oraz dyrektor biura poselskiego Gertrudy Szumskiej. Zeznaje, że po telefonach od wyborców poinformował Szumską, Strąka i innych. Znaczy to, że z telefonów dowiedział się o wystawie od ludzi którzy o tym przeczytali w gazecie lub usłyszeli w telewizji i postanowił w porozumieniu z posłami LPR wybrąć się do galerii Wyspa. "

oraz całkowite wykasowanie drugiego cytatu

W przypadku nieuwzględnienia naszej prośby i pozostawienia tekstu godzącego w dobre imię naszej organizacji będziemy zmuszeni wystąpić na drogę sądową.

Dziękuję za uwzględnienie tych zastrzeżeń.

Pozdrawiam,

Grzegorz Sielatycki

Pełnomocnik Okręgu Pomorskiego Młodzieży Wszechpolskiej

Tel. 0514 399 595


  <   <   <   strona główna