Magda Ujma






Żal mi Nieznalskiej

Bo stała się jednocześnie symbolem, ikoną i ofiarą.
Bo stała się bohaterką medialną mimo woli.
Bo Sąd "rozpoznał" motywacje jej działania: żądza pieniędzy i sławy.
Bo straciła złudzenia.
Bo została upokorzona.
Bo przekonała się, że artyści to całkowity margines tego społeczeństwa.
Bo zobaczyła, że w Polsce sztuki nie rozumie nikt, a lekceważy każdy.
Bo wyzywają ją od "artystek", beztalenci i autorek złych dzieł.
Bo wmawia się jej głupotę (dzisiaj jeśli artysta nie potrafi przekonująco wyłożyć słowami tego, o co mu chodzi - to nie istnieje).
Bo się jej nie słucha, a jak się słucha, to i tak słyszy, co się chce usłyszeć.
Bo nie potrafiliśmy jej obronić.
Bo teraz każdy wyciera sobie nią usta, a jej sprawa tonie w gadulstwie.
Bo tak naprawdę mało kto interesuje się tym, co ma do powiedzenia i jej sztuką.


Zastanawiam się - czy gdyby nie była kobietą i to młodą, i na dodatek (!) artystką, to czy sprawa zostałaby podana do Sądu. Bo czy inaczej Sąd przybierałby tak protekcjonalną postawę wobec niej, postawę, którą można streścić następującymi słowami: "byłaś niegrzeczną dziewczynką, zachciało ci się badać męskość - jak śmiesz! Masz za swoje! Polska pokaże, gdzie jest miejsce dla takich jak Ty, bezczelnych młodych kobiet. Do ciężkich robót marsz, cicho siedzieć i nie zajmować się fanaberiami, a już najbardziej religią i naturalnymi wzorami męskości, kultywowanymi w naszym pięknym kraju". A w domyśle: jeśli się poddasz resocjalizacji, znajdziesz sobie męża, będziesz miała gromadę dzieci, stosowała naturalne metody planowania rodziny i co piątek chodziła do spowiedzi, zostanie Ci to ewentualnie wybaczone.

Ciekawe też, że wszyscy protestują przeciw wyrokowi: feministki, mizogini, postępowi, katolicy, tradycjonaliści, urażeni i nie urażeni, ale o samej pracy - cisza. W najbardziej zdystansowanych tekstach, jakie powstały na temat "sprawy Doroty Nieznalskiej" rozważa się problemy prawne, kwestię stopnia demokratyzacji życia w Polsce i wolności wypowiedzi. Usprawiedliwia się także artystkę, tym samym zresztą ją lekceważąc. Wnioski z tych tekstów (m.in. Agnieszki Sabor w "Tygodniku Powszechnym" i Piotra Kosiewskiego w "Kresach"), są takie, że zawinili krytycy, bo praca jest niedobra, a artystce tego nikt zawczasu nie powiedział. Czegoś tu nie rozumiem. Jak to zawinili krytycy, bo nie skrytykowali? Przecież "Pasja" jest dobrą pracą! Nadużywa się w odniesieniu do niej słowa "głupota" (ostatnio m.in. Tadeusz Komendant w straszliwie mizoginistycznym tekście krążącym po Internecie). Tymczasem jeśli w ogóle może być mowa o głupocie, to działaczy LPR, którzy wtargnęli do galerii Wyspa wyrywając artystce siłą fragment pracy, bo specjalnie chcieli zostać nim urażeni. No i niewątpliwie o błędzie artystki, która nie przewidziała takiego odbioru użytego przez nią motywu krzyża.

Wniosek z tego może być następujący: Polska jest to kraj tkwiący w bagienku mocno już nadgniłego patriarchatu, a męskość jest u nas tematem tabu. Zbigniew Libera pisał jakiś czas temu recenzję z książki o penisie Chrystusa... Tak, tak, na świecie wydaje się książki, które interesują się męskimi atrybutami Boga, np. w malarstwie Cinquecenta. We współczesnej Polsce jednak penis jest najbardziej wstydliwie ukrywanym tabu. (Świadczy o tym także głośne ocenzurowanie wystawy Zofii Kulik w poznańskim Muzeum Narodowym w 1999 roku, gdzie nie pozwolono na wywieszenie fotografii prezentujących... penisy marmurowych posągów). Ta zakompleksiona, kurczowo trzymająca się władzy polska męskość dała Dorocie po łapach, o ile realną sprawę sądową i równie rzeczywisty wyrok można zbyć takim eufemizmem.


< < < do strony głównej < < <