Zbigniew Kaźmierczak






Wyrok na Nieznalskiej we wspólnotowej ciżbie



1. Wyrok na Nieznalskiej nie zdziwił mnie zbytnio - nawet nie tylko polsko-narodowo, ale też metafizycznie wydaje się on być all right. Żyjemy wszak (nie tylko w Polsce, ale w ogóle) w świecie absurdu, dysharmonii, nonsensu - i mimo że przez oceny próbujemy ten absurd uporządkować, niewiele z tego wychodzi.
Najlepiej by było zatem nie wydawać ocen w ogóle, dlatego że nieposłuszny, absurdalny świat będzie ciągle, będzie stale, będzie nieugięcie zwyciężał i za każdym razem wytrącał nam miecz oceny z ręki. Będziemy dlatego ciągle się niepokoić. Ale może zaryzykuję i rzucę parę słów komentarza do wyroku nad Nieznalską - mam nadzieję przecież, że w wyniku apelacji ten absurdalny wyrok na artystce zostanie odwołany; oczekuję, że absurd prawny w postaci karania za obrazę uczuć religijnych da się jednak usunąć; liczę na to, że żałosny artykuł kodeksu karnego o obrazie uczuć religijnych zostanie możliwie szybko usunięty.

2. Nie chcę nic mówić o sędziach, którzy wydali wyrok na Nieznalskiej - gdybym chciał powiedzieć, co myślę, na pewno wszyscy by się poobrażali. Byłoby zresztą moim celem, aby się obrazili. Byłoby moim szczerym życzeniem, aby ich obrazić tak bardzo, jak to tylko możliwe. To samo tyczy się innych. Byłoby moim pragnieniem tak poobrażać wszystkich niedojrzałych bogoojczyźnianych pań i panów, aby ze wzruszenia strzygli uszami jak egzotyczne bestie. Tylko przy olbrzymiej eskalacji obrażenia i przekroczenia masy krytycznej obrazy - jeśli rzeczywiście gracze partyjni, którzy doprowadzili do procesu mieli na względzie obrażone uczucia - owi religijnie obrażalscy byliby może w stanie przebudzić się - może dopiero wówczas byliby w stanie uświadomić sobie, że tylko dlatego się obrażają, gdyż ich przekonania religijne nie są w ogóle dobrze ugruntowane - gdyż swoje liczne przekonania religijne opierają nie na pewności nadprzyrodzonej, na którą się powołują, ale na zwyczaju i rytuale. To ze względu na tak kruche ugruntowanie swoich przekonań każdego, kto myśli odmiennie uważają za istotne dla siebie zagrożenie, czyli, właśnie, jak się infantylnie wyrażają, za tego, kto obraża ich religijne uczucia.

3. Wymiar sprawiedliwości i ten konkretny sąd, który ukarał Nieznalską nie jest zresztą być może niczemu winien. W rozmaitych okresach historycznych sędziowie kazali palić, nacinać, torturować nie dlatego, że tak osobiście, jako jednostki chcieli, lecz dlatego że tak chciało społeczeństwo, którego byli cząstką. Istnieje pewna bajka - że sądy są niezawisłe. Niezawisłość ta to dogmat systemu demokratycznego, w który musisz wierzyć, aby dostąpić zbawienia bezpieczeństwa. Ja w niego nie wierzę.
Problem zatem mieści się głębiej - aczkolwiek z góry zastrzegam, że znowu nie aż tak głęboko, bo jedynie w warstwie społecznej. Problem mieści się w ciemnych podłożach polskiej religijności - polskiego katolicyzmu. Sprawa zresztą nie wynika z katolicyzmu jako takiego - kalwini w Genewie równie chętnie palili swoich heretyków, jak katolicy swoich w Paryżu czy Madrycie. Sprawa wynika z religii, w której bezpieczno-ciemna wspólnotowość przemieszana jest z uczuciami religijnymi, instynkt społeczny z grupotwórczym charakterem religijności, wioskowa współzależność jednostek z głupawą interpretacją miłości bliźniego. Polska mentalność religijna jeszcze nie wyrosła z pierwotnego, archaicznego etapu przemieszania wspólnoty społecznej i religii - jedną nogą stoi wciąż w swojej większości na tym samym etapie, na którym dwiema nogami stoi prawie cały islam czy religijność afrykańskich plemion. Podobnie jak jest w islamie czy plemionach afrykańskich, polska kultura nie przeżyła na serio reformacji i oświecenia, dwóch epok tak kluczowych dla zwiększenia wolności jednostki. Epizod reformacji był w Polsce za krótki (acz dynamiczny) i bez konsekwencji, zaś epizod oświecenia prawie nieistniejący i skupiony wokół kwestii niepodległości - nie zaś wokół rozumu, wolności indywidualnej i tolerancji. Jednocześnie okresy zaborów, dwudziestolecia międzywojennego, II wojny światowej i w końcu komunizmu w Polsce przynosiły jedynie nieprzerwanie polskiemu społeczeństwu, a w szczególności warstwie dominującej kulturowo i politycznie - szlachcie - rozliczne zagrożenia ze strony niepolskich sąsiadów i okupantów. Dlatego w swej ideologii szlachta wywyższała ponad wszystko solidaryzm narodowy z oczywistą szkodą dla jednostki. Solidaryzm narodowy, zauważmy, różni się zaś tylko stopniem, nie zaś istotą od zachowań trybalnych, w których jednostka jest niczym, a wspólnota wszystkim. Oto między innymi dlaczego kiedy obecnie statystyczny Polak chce myśleć, ma silną skłonność, aby myśleć przede wszystkim razem - z innymi Polakami, w towarzyskości, we wspólnotowej ciżbie, w wioskowym zaduchu. Ktoś słusznie zauważył, że Polacy zamienili twórczość na towarzyskość (która, co gorsza, sytuuje się pod znakiem, choć to już inny temat, ciężkiego alkoholizmu i typowej dlań monologicznej formy wypowiedzi). Rozumiemy teraz dlaczego tak wielu ludzi uzależnia swój stan emocjonalny od tego, co powiada lub przedstawia inny "rodak". W kontekście podobnego wspólnotowo-emocjonalnego uzależnienia, każdy Polak, który mówi inaczej niż on obraża uczucia statystycznego Polaka; jeśli mówi inaczej w sprawach religii - obraża jego uczucia religijne. I uzależnienie to jest tak silne, że zamiast stać się przedmiotem terapii ze strony psychologii i duchowości utwierdziło samo siebie w postaci artykułu k.k. o ochronie uczuć religijnych - "wielkie zwierzę Platona", które wszak zawsze myśli, że pod każdym względem jest zdrowe, zatroszczyło się o to, aby prawo zabezpieczało mu stały napływ narkotycznych treści. (Co jest bardzo dziwne, bo prawo jest zwykle przeciw narkotykom...).

4. Jeśli wyrok na Nieznalskiej jest możliwy, to dzieje się tak również ze względu na inną przygodność polskiej kultury: na dominującej w niej odtwórczość. Za mało jest twórców kultury, którzy pragnęliby oryginalnie tworzyć, zbyt wielu zaś takich - a tych jest legion - którzy chcieliby jedynie powtarzać - zwłaszcza to, co przyniesie kultura masowa i komercjalna, i zwłaszcza to, co przyjedzie z kilku najbogatszych krajów świata: Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Francji. W filozofii i, szerzej, humanistyce fakt ten widoczny jest w sposobie oceny publikacji oraz "dorobku naukowego" ze strony wydawnictw, rad naukowych czy agend ministerialnych: liczy się de facto przede wszystkim ilość publikacji a następnie to, czy ktoś właściwie streścił koncepcje autorów uznanych, zwłaszcza zagranicznych (ilość jest naturalnie proporcjonalna do stopnia dominacji streszczania). Jak wiem z doświadczenia, wyżsi stopniem polscy pracownicy dają dobre rady swoim młodszym kolegom, aby się nie "wychylali" przez indywidualne pomysły, lecz raczej szybko wspinali się na kolejne szczeble kariery akademickiej sprawnym "omówieniem" poglądów twórców uznanych. Sprawa ta pozostaje w niewątpliwym związku z niskim poziomem wykształcenia ogółu Polaków, który potrzebuje wiedzy elementarnej, a nie przetworzonej i który ostatecznie sprawia, że kultura od przedszkoli po uniwersytety i galerie w sposób naturalny posiada nieustannie charakter przygotowawczy i popularno-informacyjny.
Ten odtwórczy charakter wielu wydarzeń współczesnej polskiej kultury odpowiedzialny jest za fakt, że nie ma w niej dość licznej grupy twórców i towarzyszących im odbiorców, którzy stanowiliby dość silną przeciwwagę dla kulturowo destrukcyjnej działalności partyjnych cudaków - twórców i odbiorców, z którymi ów sąd wydający wyrok na Nieznalskiej musiałby się liczyć jako z realną siłą polityczną. A że wyrok ten jest właściwie pewną ogólnospołeczną, polityczną groźbą pod adresem ludzi twórczych, myślących odmiennie, szukających odpowiedzi raczej niż uległych gotowym odpowiedziom powinno być dość jasne. Sensem tego wyroku jest ostrzeżenie pod adresem takichże twórców, aby niczego nie tworzyli nazbyt spontanicznie - aby odtąd, zanim napiszą jakieś zdanie lub dokonają jakiegoś artystycznego gestu, poważnie się nad swoim aktem zastanowili, gdyż już powiadomieni zostali, że tuż za rogiem grasują religijne lub patriotyczne drużyny obrażalskich, którzy brak ugruntowania dla swojego światopoglądu gotowi są uczynić neurotyczną podstawą do ataku na to ten akt. Wyrok na Nieznalskiej jest po prostu zatem zagrożeniem dla kultury twórczej i wysokiej w Polsce - nie tylko rzecz jasna tej tworzonej przez artystów plastyków, ale również poetów, prozaików, filozofów i uprawiających wszelkie dziedziny humanistyki.

5. Chciałbym teraz rzucić dwie uwagi związane z religijną stroną sprawy. Po pierwsze uważam, że krzyż jest znakiem świętym - osobiście nie mam co do tego wątpliwości. Przekonany jestem, że Jezus umarł na krzyżu, aby wybłagać przebaczenie u Ojca, czego też dokonał. Piszę o tym swoim przekonaniu wyraźnie, aby podkreślić, że kwestia szacunku dla krzyża nie musi iść w parze z nietolerancją i policyjnym ściganiem ludzi, którzy na swój sposób interpretują religijne symbole. Przypuśćmy bowiem nawet i to, że Nieznalska miałaby negatywny stosunek do odkupienia i religii chrześcijańskiej, i że przez swoją instalację chciałaby tę niechęć jakoś wyrazić (choć przesłanie główne tej instalacji zdaje się tego nie dotyczyć). Zadaję więc pytanie: czy nie miałaby do tego prawa? Czy wszyscy muszą myśleć i mówić, jak większość ogłoszonego jako chrześcijańskie społeczeństwa? Czy w polskim społeczeństwie nie chce się nic wiedzieć o tolerancji, która jest znamieniem cywilizowanego myślenia i która - jak głosi jej "minimalna" definicja, na którą zgodzi się zapewne każdy rozsądny człowiek nauczony lekcjami historii - nie jest dozwolona jedynie wobec tych, którzy nawołują do nienawiści i przemocy lub nienawiść i przemoc praktykują? Czy wymiana światopoglądowych treści ma toczyć się pod presją szantażu wiezieniem za poglądy? Cóż, czytelnik przyzna, że zadaję pytania dziwne - że zadaję pytania wydawałoby się banalnie elementarne. Pytania godne raczej ludzi sprzed paru wieków - rozmaitych wolterów, diderotów, oświeceniowych krytyków feudalizmu i monarchii nieoświeconej. Można by więc odnieść wrażenie, że oto wraz z wyrokiem na Nieznalskiej wróciliśmy w XXI wieku do dyskusji i polemik z czasów wymierającego średniowiecza. Jak powiedziałem jednak wcześniej, nie ma niestety potrzeby nigdzie wracać. Idea homogenicznego, teokratycznego społeczeństwa nigdy w Polsce nie przeżyła głębokiego kryzysu; jest wciąż niezwykle mocna, choć przykryta nie zinterioryzowaną, humanistyczną pianą i wzmocniona poczuciem Bożego wybraństwa (Papież Polak), i to ona właśnie dała o sobie znać w wyroku na Nieznalskiej.

6. Druga uwaga związana ze sprawą religijną jest zarzutem o hipokryzję. Oskarżyciele Nieznalskiej słyszeli co nieco, jak sądzę, o tezach wygłaszanych w Biblii. Być może więc obiły im się kiedyś o uszy słowa, wypisane w Księgi Rodzaju, że Bóg skończywszy poszczególne akty stworzenia dopełniał dzieła poprzez dostrzeżenie, że wszystko, co stworzył było dobre. Jeśli więc wszystko, co Bóg stworzył było według Biblii dobre, dlaczego penis uznają owi obrażeni chrześcijanie za coś ubliżającego i obraźliwego? Oskarżyciele, łącznie z sądem, który, o ile mi wiadomo, nie zanalizował bliżej istoty obraźliwości tkwiącej w penisie, zdają się traktować penisa jako zło absolutne. Czy gdyby na krzyżu z instalacji Nieznalskiej znalazła się ręka, ucho lub oko, które chyba nie są w niczym ontologicznie, aksjologicznie czy medycznie lepsze od penisa, owi emocjonalnie uzależnieni panowie i panie również czuliby się obrażeni? Czy gdyby na krzyżu znalazł się palec, pobiegliby oni również do prokuratora, aby - niczym malec przed mamusią - poskarżyć się na obrażających i tak się przed nim niejako wypłakać? A może pozostawimy to niedojrzałości rozmaitych obywateli naszego kraju, co będzie obrażało ich uczucia (religijne czy inne) i z czym pobiegną na skargę do prokuratora? 7. Pomimo wszystkich szumnych deklaracji, aspiracji i pobożnożyczeniowego autowizerunku wyrok na Nieznalskiej zdaje się dowodzić, że Polska w dużej swej części jest społeczeństwem nienowoczesnym i kulturowo spóźnionym (przez "nowoczesne społeczeństwo" nie rozumiem poziomu technicznego rozwoju, ale stopień, w jaki społeczeństwo nie jest gotowe zadawać cierpienia swoim członkom właśnie ze względu na poglądy; przykładem kraju nowoczesnego, ale niezwykle ubogiego są Indie z ich słynną tolerancją religijną). Zdaje się dowodzić niestety, jak bardzo nie zależy olbrzymiej, przeważającej ilości Polaków na wolności jednostkowej i jak bardzo tęskni ona za archaiczną społeczną jednością.

8. Dobrze rzecz zważywszy jednak, nie przejmowałbym się takimi historycznymi przygodnościami. Są wszak większe trudności życiowe - wystarczy odwiedzić dowolny szpital. Gdy popatrzy się na owych cudaków politycznych sub specie aeternitatis, serce łagodnieje. Jeżeli jednak społeczeństwo polskie ma mimo wszystko ambicje, aby stać się nowoczesne, radziłbym jak najszybciej zreflektować się, wywołać publiczną dyskusję o casusie Nieznalskiej (która, jak widać, już tu i ówdzie się rozpoczęła) i ustami nowych sędziów ten kompromitujący wyrok odwołać. W przypadku, gdyby nie mogło zdobyć się jednak na żaden wolnościowy gest, to niech społeczeństwo to przynajmniej udaje nowoczesność - niech zagra scenkę z tolerancją w roli głównej, co wraz z kolejnymi apelacjami i rozgłosem sprawy może być politycznie niezbędne. Od tego zależy przecież prestiż kraju na arenie międzynarodowej... Prestiż. Być może tu, konkludując, trafiliśmy w samo sedno i wróciliśmy do istoty sprawy. Ludzie, którzy we wspólnotowej ciżbie uzależniają na trwale swój stan emocjonalny od słów lub aktów artystycznych innej osoby, osoby, która może ich dotknąć do tego stopnia, że byliby gotowi zamknąć ją za to w wiezieniu, w imię tego samego uzależnienia powinni się bać wstydu za posiadanie takich ponurych intencji. Powinni obawiać się wstydu przed opinią publiczną znaczących krajów, trochę bardziej niż Polacy miłujących wolność jednostki.
Tak, (ów prześmieszny sam w sobie) argument prestiżu i wstydu powinien zadziałać, jeśli nie zadziałają argumenty inne, wzniosłe - powinien sprawić, jak mniemam, aby polskie, wielkie zwierzę Platona, nie mogąc zareagować na chlubne wartości uniwersalne, poczuło się jednak ostatecznie właściwie "natchnione"... Szanse na odwołanie wyroku widzę wielkie: obrażalski z konieczności musi być zawsze snobem...



< < < do strony głównej < < <